Alysanne Branson

29


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Alys stała obserwując to co się działo dookoła. Widziała jak kilka osób zbitych w grupki zajętych rozmową, jakaś wampirzyca rozmawiała z kim? Czy to była siostra Wani? Nie kojarzyła za bardzo tej dziewczyny, jeszcze mniej brodatego wilkołaka. Mimo to odcięła się od nich wszystkich i skupiła na tym co działo się dookoła. Nie wiedzieć kiedy poczuła jak iskierki z ogniska padły na jej dłonie nie robiąc jej żadnej krzywdy. Uśmiechnęła się mimo, że jeszcze przed chwilą gdy dostrzegła jak wystrzelił płomień w niebo spanikowała i cofnęła się, ale teraz. Zdecydowanie bardziej zachęciło ją to do podejścia bliżej. Obserwując jak skaczą po jej dłoniach nie robiąc na niej żadnych poparzeń. To było miłe uczucie i zaskakujące, czuła się tutaj jak w bajce, jakby to co się działo, nie miało w ogóle prawa się wydarzyć a jednak. Uśmiechnęła się lekko. Szkoda, że Wani tutaj nie było, szkoda że nie mogła dzielić z nim tej euforii. Ale z drugiej strony...czas by w końcu próbowała zacząć żyć, godzić się z tym wszystkim i próbować normalnie funkcjonować, uczyć się od nowa. Ostatecznie postanowiła podejść do wampirzycy i wilkołaczycy w ciąży.
- Witajcie, przepraszam jeśli przeszkodziłam...można się dołączyć? Ty jesteś siostrą Wani?
Zapytała dla upewnienia się po tym jak usłyszała jej imię, w końcu już kilka razy się jej obiło o uszy, a nawet sam Wania o niej wspominał więc...no widać albo trafiła, albo był to czysty przypadek.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Mistrz Gry napisał/a:
Muzyka wezbrała na sile, a świetliki unosiły się radośnie w powietrzu, niejako tańcząc w rytmy wygrywane na fletniach i bębnach. Wtem, ogniska wystrzeliły setki kolorowych iskier w górę, a te zaczęły opadać powoli. Kilka opadło na ramiona Alysanne, nie piekąc jednak i nie paląc, a dając ukojenie. Były jasno zielone, dobywając się z północnego ogniska, które teraz tak koiło zmysły i sprawiało wrażenie, jakby posiadało wszystkie odpowiedzi.
Zaś zapachy jedzenia przyciągały nawet kapryśny węch ciężarnej wilczycy, a dziecko w brzuchu, jakby w odpowiedzi, poruszyło się niespokojnie, wtórując uporczywemu burczeniu. Wzrok szczególnie przyciągało krwiste mięsiwo, którego zapach tylko wzmagał poczucie zaskakującej pustki w żołądku.
Wszyscy jednak obecni mogli poczuć czyjąś obecność na polanie, jakby ktoś ich obserwował. Nie było w tym jednak nic niepokojącego, raczej wrażenie przypominało czuły wzrok czuwającej matki. Czyżby ktoś przebiegł na granicy światła, tuż przy leśnej gęstwinie? Czyżby do ich uszu zaczął dobiegać dziecięcy śmiech? A może to zmysły płatały im figle?


Veronica Winchester napisał/a:
Grad pytań zaskoczył Ronnie. Więc stały tak obie, zaskoczone, każda badając uważnie wzrokiem tę drugą. Dwie kobiety, do niedawna po przeciwnych stronach barykady.
Estera zdecydowanie odbiegała od stereotypowego szablonu wampirzycy. Zdawała się osobą otwartą - zbyt otwartą. Ten entuzjazm wzbudzał podejrzenia Winchester, jednak nie dawała tego po sobie poznać. Nie odwracałaby się do nieśmiertelnej tyłem, ale musiała zdusić w sobie instynkty, ufając Wanii oraz Enzo. W końcu nie naraziliby jej na niebezpieczeństwo. A może to właśnie dlatego dopiero teraz poznawała Esterę?
Z tego wszystkiego odezwał się żołądek Ronnie, ona sama skrzywiła się, łapiąc za brzuch.
- Tak, definitywnie odwala tam salta. - Wycedziła to przez zęby, bowiem gdzieś obok dziecięcego kopnięcia pojawił się skurcz i to jeden z tych, które zabierają z płuc całe powietrze. Nic więc dziwnego, że oczy wilczycy na moment zalśniły na złoto.
Przytrzymała się mocniej pnia drzewa, notując w głowie, że lada moment trzeba będzie skoczyć coś zjeść. No i że warto byłoby trzymać się tego wieczoru jakichś wilkołaków.
Odruchowo spojrzała w stronę nieznajomej blond likantropki, jednak ostatecznie skupiła wzrok na Esterze. Wzięła głęboki oddech i wyprostowała się, usilnie trzymając fason - w końcu nie była byle kundlem.
- Jest zdrowa, tylko że rozwija się znacznie szybciej i przez to znacznie ciężej jest ocenić termin. Ale myślę, że to w każdej chwili może się stać. - Odpowiedziała wampirzycy, nadal starając się rozgryźć jej intencje. - Obejdzie się bez czarowników. Jakoś sobie z Enzo poradzimy. - Słowa wypowiedziane, jakby sama sobie to wmawiała od początku. Tymczasem Caruso nie było u jej boku, a ona stała podparta o drzewo, zastanawiając się, czy dotarcie do stołu z jedzeniem będzie zbyt wielkim wysiłkiem.
- To dziewczynka. - Upewniła Esterę, uśmiechając się już pogodniej. - Dziwnie się tu czuję. - Dodała po chwili, ponownie rozglądając się wokół, jakby spodziewała się nagłego ataku.


Estera Constantin napisał/a:
Estera mocno by się roześmiała gdyby wiedziała, jakie to myśli przeskakują przez głowę wilczycy. Oj ta, wampirzycy daleko było do stereotypów. Nie wpisywała się w standardowe kanony. Ciężko by było teraz stwierdzić z jakich względów panowie tyle zwlekali z ich zapoznaniem. Czy dlatego, że jest niepoczytalna? Czy właśnie z powodu, że może wywołać szok jej charakterek? Najwyraźniej też mało o niej opowiadali. No i czy którykolwiek z nich znał ją na wylot? Na to ostatnie pytanie pozwolę sobie jednak odpowiedzieć - nie. Żaden z nich, ani Enzo, ani Wania nie znali jej w 100 %. Jednak jej w jakimś stopniu ufali, więc chyba nie ma czym się przejmować, prawda?
Constantin widząc, jak wilczyca się podpiera o drzewo postanowiła wesprzeć ją z drugiej strony. Nie chciała, by ta zrobiła sobie przypadkiem krzywdę. Cichutko westchnęła słysząc odpowiedź Ronnie. Wskazała dłonią stoły i miejsce, by mogła usiąść i coś przekąsić.
- Chodź. Usiądziesz. A co do czarowników... To nie jest zwykłe dziecko. Nie traktuj go więc tak. Potrzebuje specjalnej opieki. Nie wiemy co stanie się przy narodzinach ani tuż po nich. Nie wiemy jak będzie rosła, ani czym będziecie musieli ją żywić. - poprowadziła ją w kierunku stołów, choć nie umknął jej dziecięcy śmiech. Mimowolnie się uśmiechnęła, jednak postanowiła kontynuować swoją wypowiedź.
- Jako człowiek urodziłam i wychowałam piątkę dzieci. To dziecko będzie wymagało specjalnej i nietypowej opieki. To, że ty sobie poradzisz czy Enzo nie znaczy, że tak będzie z tym dzieckiem. Ta dziewczynka może sobie nie poradzić bez specjalnej pomocy czarowników. - powiedziała spokojnie spoglądając na ciężarną kobietę.


Para dość nietypowych kochanków zniknęła gdzieś w krzakach, pozostawiając swoje ekscesy tylko księżycowi i gwiazdom. Trzy kobiety zostały razem na polanie, samotne, otoczone płomieniami ognisk, dźwiękami fletni i bębnów, z mnóstwem jedzenia na rozlicznych stołach. Ogniska co jakiś czas strzelały cichutko, wypuszczając snopy iskier, które porywał wiatr do radosnego tańca ze świetlikami.
W końcu, ponownie rozbrzmiały śmiechy dzieci, a na polanę wypadła dwójka, chłopczyk i dziewczynka. Blond wróżki, o wielkich, niebieskich oczach, drobnych nosach i ustach, rumianych policzkach i delikatnych skrzydełkach, które poruszały się nerwowo, w rytm dziecięcych podskoków i harców. Dzieci zaczęły skakać pogodnie dookoła ognisk, a gdy tylko się zbliżały do któregoś, jego płomienie zmieniały barwy - północne znowu rozbłysło zielenią, zachodnie zaś zamigotało mrocznym fioletem, a południowe błysnęło błękitem. Śmiały się przy tym radośnie, przekomarzając się, co jakiś czas zerkając lękliwie w stronę kobiet. Nieufnie i niepewnie, ale wyraźnie zainteresowane. Obydwoje przyglądali się brzuchowi Ronnie przez chwilę, by znowu zacząć coś między sobą szeptać, po czym ruszyli w stronę stołu z jedzeniem, żeby zacząć coś nakładać na talerze.

Alysanne Branson

29


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Teq, Reb, Maz
Iskierki dawały przyjemne ukojenie, nie parząc, nie przypalając. Czuła się naprawdę przyjemnie mogąc tak wędrować między ogniskami i uśmiechając się sama do siebie. Gdy nagle jej wzrok przyciągną dwoje dzieci ewidentnie świetnie się bawiły, między sobą. A ogniska...to było coś pięknego. Wędrowała wzrokiem za dziećmi obserwując je uważnie, mimo że jedzenie na stole kusiło swym zapachem coraz bardziej. Ostatecznie zgarnęła ze stołu jakiś kawałek paszteciku mięsnego czy co to, tam było. Zaraz konsumując to co wzięła ruszyła w stronę ogniska, tego, które zamigotało na fioletowo. Ciemna barwa wyglądała tak pięknie a zarazem tak mroczno. Uśmiechnęła się robiąc kolejne kroki w stronę ogniska, nie spuszczając oczu z małych wróżek. Szła tak, by mieć je ciągle na widoku.

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Chociaż Ronnie nie lubiła być pouczana, to chyba przywykła do tego. Chciałoby się powiedzieć, że wpuszczała dobre rady jednym uchem, by móc wyrzucić je drugim. Wilczyca zdawała się być lekko podirytowana - zwłaszcza uwagą o "żywieniu dziecka". Chociaż krwiste mięso na stołach kusiło, to Veronica nie mogła znieść myśli, że maleństwo, które urodzi, będzie żłopać krew. Oj... Gdyby ni uspokajająca moc tego miejsca i ognisk, Ronnie pewnie nie zdołałaby się ugryźć w język.
W dodatku na polanie pojawiły się dzieciaki. Żywe cherubinki, piękniejsze niż te wszystkie maluchy w reklamach pieluch i słoiczków. Winchester zamyśliła się nad tym, jak będzie wyglądać jej potomkini. Czy będzie miała więcej z niej samej, czy może z Enzo? A Chors? Zdecydowanie nie chciała, by miała coś z Chorsa.
- Nie traktuję, ale nie mam zamiaru martwić się na zapas. Zdążyłam już się przekonać, że czarowników w mieście jest dostatecznie dużo, by w razie potrzeby spróbować nawiązać z którymś współpracę. Nie będę psuć sobie nerwów, dopóki nie zostanę wyraźnie postawiona pod ścianą. - Mówiąc to, ruszyła za Esterą. Przy stole poczęła nakładać sobie przekąsek na talerzyk. Pieczone skrzydełka, jakieś podpiekane warzywa i owoce... Cały czas zerkała na blond rodzeństwo, próbując podsłuchać ich rozmowę. Zmarszczyła przy tym delikatnie brwi.
- Więc... Jak to się stało, że matka piątki dzieci została wampirem? - Zapytała Esterę, stanowczo zmieniając temat i rzucając światła reflektorów na jej osobę.


Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Esti tylko zwracała uwagę na dość istotne szczegóły, o których jednak trzeba było pomyśleć znacznie wcześniej, niż po fakcie. Lepiej być zaopatrzonym w różne jedzenie niż później zastanawiać się i kombinować, czemu dziecko płacze i co właściwie chce zjeść, jeśli nie będzie umiało jeszcze wyrazić własnych myśli po przez mowę. Proste. W odpowiedzi na słowa kobiety jedynie cichutko westchnęła. Nie miała zamiaru się wykłócać z ciężarną. Nie o to przecież chodziło.
Estera sama również postanowiła się czymś poczęstować. Rozejrzała się za jakimś kieliszkiem z alkoholem. Gdy już coś znalazła tak wzięła we własne łapki i upiła pierwszy łyczek. Jej wzrok przykuł widok dwójki rodzeństwa. Były śliczniusie! Wampirzyca uśmiechnęła się do nich pogodnie i delikatnie im pomachała, tak po przyjacielsku. Spojrzała w kierunku wilczycy.
- Jestem Cyganką. Należałam do Taboru. Mój małżonek był pierworodnym głowy klanu. Jak się dowiedziałam po latach, to u nich w tradycji było, że po ożenku pierworodnego ojciec stawał się wampirem za sprawy pradziadka mojego małżonka. Swoista tradycja. My jednak nie umieliśmy bez siebie żyć. Gdy samotnie wydałam resztę dzieci mój małżonek wrócił po mnie. Zostałam przemieniona pod warunkiem opuszczenia Taboru. Już nigdy nie zobaczyłam wnyka, który lada dzień miał przybyć na świat. - zamilkła wpatrując się w kieliszek. Po chwili w końcu upiła kolejny łyk alkoholu.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo