Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Czy widzieliście kiedyś, jak gotują wilkołaki? Nie? Dziś był do tego idealny czas. Słoneczko na niebie i ono samo bez choćby grama chmurki. Stado futrzaków winno baraszkować w cudownych nastrojach - niestety bez niego.
Nawiedzony snem - ewentualnie koszmarem, po którym nie mógł się porządnie dobudzić. Nie był to pierwszy z takiej serii - inne odwiedzały go jeszcze za czasów bezkresnej tułaczki zwanej ucieczką poza dom, jednak... Dziś stało się to nagle, niespodziewanie, gwałtownie wręcz! Zroszony potem, obarczony ciężkim oddechem - nagle spacer do łazienki przyszedł mu z ogromnym trudem. Tam szybkie obmycie twarzy i przetarcie lustra, bo przecież zaparowało od gorącego prysznica. Powtórzysz to sobie raz jeszcze - nie był to pierwszy z takiej serii, lecz pierwszy, który tak mocno Cię uderzył... Przełykasz ślinę, bo chcesz zapomnieć - musisz, bo nie wolno nikogo obarczać...
Czemu więc w środku czułeś dziwny niepokój?
Podróż do Azylu minęła Japończykowi w ciszy - mało kolorowa, radosna - nawet sms wysłany do Siny nie wybrzmiewał najweselej. Wilk obiecał kumplowi, że wszystkim się zajmie - zakupi niezbędne produkty i je przygotuje - że w zasadzie w ogóle będzie na tak zwane wyciągnięcie ręki pomimo braku oficjalnego przyjęcia. No właśnie... Ostatnio zaczął się nad tym poważnie zastanawiać - dziwne prawda? Móc do kogoś dołączyć, jednocześnie będąc już na stałe częścią swojej oryginalnej rodziny. I tylko ta niewiedza na temat matki bolała najbardziej.
Swoje auto Sora zaparkował w najdogodniejszym miejscu - hej, nie myślcie, że wszystko przytachał na piechotę. Do spacerku doszło dopiero po opuszczeniu pojazdu i przenoszeniu tobołków - przypraw, dodatków, rozpałki no i oczywiście mięsa, które miało powędrować na tytułowego grilla. Dobrze, że Azyl posiadał przestronną kuchnię, bo to właśnie w niej wylądowały wszystkie rzeczy. Nietęga mina i nastrój na moment ustąpiły miejsca skupieniu - obmyciu rąk, a przedtem podwinięciu obu nieistniejących rękawów - prosta koszulka na czasie w tak gorące dni.
Przed rozpoczęciem prac Azjata wysłał jeszcze jednego sms'a Sinie - sam robić nie będzie. Przy okazji - nie ukrywał się ze swoim przybyciem, toteż i inni mogli z łatwością go wyczuć lub usłyszeć, bo mimo wszystko autko ciche wcale nie było.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Osz kurwa... - nawiedziło mnie olśnienie, kiedy akurat dokręcałem koła w nowym mustangu dla jakiegoś frajera z Londynu.
Z tego wszystkiego przekręciłem gwint, złamałem klucz i tym samym zrujnowałem felgę. Cholera, to mi opóźni oddanie o przynajmniej tydzień, ale było coś jeszcze gorszego! Czy Wania nie miał dzisiaj urodzin i nie wyprawiał tego całego grilla? A może to ktoś inny miał zrobić jedzenie? Nie ważne, miało być jedzenie i to dla wilków, więc będziemy potrzebowali kilku ton mięsa w najlepszym wypadku. Przecież przy takiej imprezie nie może mnie zabraknąć! Wziąłem szybki prysznic, ułożyłem włosy i zadbałem o zarost. Teraz żeby tylko coś znaleźć dla naszego wspaniałego przywódcy... Nie dam mu przecież byle pierdoły. Biżuterii, jak większość wilkołaków, raczej nie nosi, więc odpada jakiś złoty łańcuch podziemia. Bimbru ma co nie miara, więc tego też mu nie załatwię w takim razie...
Moje oko zawiesiło się na jednym z moich samochodów. Starym mustangu rocznik 68 w kabriolecie. Oczywiście odrestaurowany przeze mnie, więc teraz siedziała tam jednostka mająca ponad pięćset koni, co wyciągało jakieś pięć sekund do setki. Tak... To chyba byłby dobry pomysł dla mojego przyjaciela. Nie zastanawiając się dłużej nad tą częścią wskoczyłem za kierownicę odpalając te cudowną V6'tkę. Cóż to był za dźwięk. Miód na me wyczulone uszy!
Pozostała jeszcze jedna kwestia, przecież dla reszty też nie mogłem wpaść z pustymi rękoma. Zajechałem zatem do zaznajomionego rzeźnika po solidną porcję żeber. Kto nie lubi żeberek, prawda? Wpakowałem wszystko do bagażnika i ruszyłem z piskiem opon do Azylu.
Zajechałem pod naszą posiadłość nie szczędząc wszystkim już obecnym tego pięknego dźwięku silnika. Dobrze było poczuć wiatr we włosach i nie martwić się o to, że wywieje mi cebulki. Wysiadając z auta nawet nie zamykałem dachu. Kto bałby się zostawić nawet takie auto pod Azylem? Wyciągnąłem z bagażnika cały zapas żeberek zapakowanych próżniowo, paczki sięgały mi przynajmniej do bioder, kiedy przerzuciłem je przez barki trzymając chłodne pakunki na plecach. Skierowałem swoje kroki od razu do kuchni, gdzie wyczuwałem już kogoś, kogo zapachu nie znałem. Ciekawe...
Wchodząc do środka objechałem chłopaka wzrokiem, czego przez moje okulary przeciwsłoneczne raczej nie mógł zobaczyć. Za chwilę uśmiechnąłem się pociesznie zrzucając pakunki na pobliski blat. Ubrany tylko w różową, jedwabną koszulę, proste, białe, lniane spodnie i gustowne mokasyny podszedłem bliżej wyciągając do niego swoją dłoń.
- Nowy narybek? Dobrze cię widzieć, jestem Logan. - wyszczerzyłem się ściągając okulary i wkładając jeden z zauszników za guziki koszuli przy rozpiętym kołnierzu.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Ten miesiąc był jej w, zasadzie bardziej niż potrzebny. Potrzebowała uspokoić się i odreagować, wyleczyć się do końca i po cichu też sprawdzić, czy aby na pewno nic nie będzie jej dolegało, skoro Chors na chwilę wykorzystał ją jako swoje naczynie. O dziwo nic jej nie było, poza faktem, że chwilowo żarła za trzech, choć trzeba przyznać, że już się to normowało. Nie ma to jak żarcie babci na Samoa...
Sms od Sory w zasadzie nie był zaskoczeniem. Info o żarciu tym bardziej nie, w końcu świętowanie końca Kohorty było świetnym pomysłem. A skoro wspomniane było mięsko i żarcie... No przecież nie zostawi go samego ze zrobieniem jadła dla całego Azylu! Tak więc przybyła na miejsce około pół godziny po tym, jak dostała pierwszą wiadomość od skośnego. A czym przybyła? Oczywiście autkiem. Szybkim. Sportowym. Oficjalnie należącym do Logana, ale przecież nie powinien się pogniewać, że sobie pożyczyła. To nie tak przecież, że wciśnie gaz do dechy i będzie szaleć po ulicach miasta... Zaparkowała grzecznie przed Azylem, wyglądając dokładnie tak, jak zawsze i mimo czyichś wrednych insynuacji w ogóle nie utyła! Jedyną zmianą był widoczny na prawym ramieniu tatuaż w kolorze bordo - biegnący idealnie w miejscu, w którym odcięto jej ramię.
- Logan! - rozpromieniła się od razu na widok blondyna, by zaraz cmoknąć go na przywitanie. Sora był rzecz jasna następny w kolejce - także dostał cmoka w policzek, jakże miałaby pominąć go w radosnym przywitaniu, naruszającym przestrzeń osobistą.
- Żelastwo dla Ciebie na razie kisi się u mnie, nie miałam sił się z nim targać. Już myję ręce i pomagam. - stwierdziła wesoło, wykonując wspomnianą czynność i zabierając się do pomocy. Wzrokiem otaksowała skośnego, lecz nijak nie skomentowała tego, co od niego wyczuła. Na to przyjdzie czas później, na osobności.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Ponieważ Wania, miał na głowie jeszcze przez jakiś czas zarówno sprawy watahy jak i firmy siostry, po prostu był wszędzie i nigdzie. Owszem wspominał znajomym wilkom, że chce zrobić grilla, gdzie motywem przewodnim w pierwszej kolejności miało iść świętowanie zwycięstwa, nad kohortą, ale nigdy nie miał czasu na to, by usiąść i konkretnie zaplanować kiedy co i jak. Właściwie to ostatnio nie miał czasu na nic. Nie dziwne więc, że wolny czas spędzał albo rozbijając się o puby, albo w siodle swojego motoru. Poniekąd brakowało mu drogi w siodle, z drugiej zaś nie brakowało, mu pracy co pozwalało mu się rozwijać w różnych kierunkach. Dziś jednak zapowiedział w firmie siostry, iż jest niedostępny i nie będzie odbierał żadnych telefonów. Zapewne i tak kolejny telefon rozwali, bo jakiś niedorajda życiowy z firmy zadzwoni, bo coś się posypie, ale to zostawmy na kiedy indziej. I tak oto po dłuższej przejażdżce w końcu na podjeździe azylu można było usłyszeć charakterystyczny dźwięk pyrkania, harleya oznajmiający, że tymczasowy... a może i nie? Włodarz powrócił do domu. Wania jak to Wania, był ubrany typowo jak każdy przedstawiciel, właścicieli takiego motocyklu. Zresztą ten styl ubioru był jego nieodłączną wizytówką.
Silnik jeszcze przez chwilę chodził, by po chwili ucichnąć, pozostawiając jedynie dźwięk, stygnięcia silnika, czyli jego strzelania. Postawił, maszynę na nóżce spoglądając na maszyny, które były na podjeździe. Trochę go to zdziwiło, jednak nie bardzo się tym przejmując, zsiadł z maszyny, by powolnym krokiem wejść frontowym wejściem do azylu. Odstawił kluczyki na szafkę koło lustra i ruszył w stronę, z którego dobywały się dźwięk rozmów. Stanął w progu i oparł się o framugę, krzyżując ręce na klatce piersiowej, nie chciał przerywać rozmowy i dopiero gdy reszta się zorientowała, że stoi w progu, uśmiechnął się szeroko, lekko ukazując zęby.
-Priviet. A cóż to się dzieje?- spytał, spoglądając na tony żarcia oraz zebranych ludków w kuchni.


Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Kiedy witałem się z tym nowym chłopakiem usłyszałem jakiś znajomy dźwięk silnika. To chyba była V8'ka, ale z tym wydechem... Z tego co wiem, jest tylko jeden taki w Yorku i właśnie stoi u mnie w garażu. Pewnie się przesłyszałem. W tej formie słuch potrafi mnie czasami zawieść, w końcu ma się te swoje lata. Po wymianie uprzejmości miałem już zabierać się za swoje żeberka, kiedy weszła Sina. Dziwnie było mieć w naszej kuchni dwójkę wilkołaków, która oficjalnie nie jest częścią Azylu, ale hej, im więcej tym weselej, jak to mówią. Odwzajemniłem jej buziaka i.. Co to? To pachnie jak benzyna, smar, olej... Czy to...? Nie, niemożliwe...
Podszedłem bliżej dziewczyny, kiedy myła ręce niuchając przy niej bez żadnych ograniczeń, trochę naruszając jej przestrzeń osobistą. Cholera! Wiedziałem, ten zapach to specjalny smar i olej, którego używam tylko ja na takie właśnie wypadki. Gdyby ktoś mi podprowadził auto! I to jeszcze przedstawicielka prawa, co za tupet!
- Sina... - powiedziałem zniżonym złowrogo głosem by się do mnie odwróciła - Skąd wzięłaś auto którym przyjechałaś, hmm..? - spojrzałem na nią podejrzliwie z paskudnym uśmiechem - Oddawaj kluczyki, no już! - wyciągnąłem do niej dłoń - Do czego to doszło, żeby policja kradła samochody przykładnym obywatelom... - pokręciłem głową z lekkim uśmiechem.
Te kroki poznam wszędzie. Jest tylko jeden wilk, który w ludzkiej formie dorównuje mi masą i stawia je z taką pewnością siebie. Przybył nasz przywódca, a gdzieś podczas tego całego harmidru umknął mi dźwięk jego Harleya. Kto by pomyślał, że Amerykanin będzie odpowiadał kiedyś do Rosjanina, a nawet zostaną najlepszymi przyjaciółmi. Odwróciłem się do niego z wielkim, beztroskim uśmiechem.
- Wania, jak zwykle spóźniony. Chodź tutaj i pomóż mi przygotować te żeberka. Robisz imprezę, a przygotowania jak zwykle spadają na mnie. - uśmiechnąłem się do niego bezczelnie - I wrzuć jakąś muzykę, co? Tylko nie to ruskie techno! - warknąłem z przerażonym spojrzeniem - Mówiłem Oscarowi, że od razu powinniśmy montować nagłośnienie w każdym pomieszczeniu, to pytał, po co, dlaczego... - wziąłem się za rozpakowywanie mięsa będąc jednocześnie na tyle czujnym żeby nie dostać czymś od Wani.

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Rączki umyte, noże chwycone - można było rozpocząć krojenie. Przed przystąpieniem głębszy wdech, a chwilę potem drgnięcie ucha na wydźwięk wtargnięcia osoby drugiej. Sina? Nie – zapach nowego osobnika był daleki od tego specyficznego, którego nie szło zapomnieć nawet pomimo nosowej ułomności.
- W sumie nie tak do końca. Sora. - ciężko nazwać wilka nowym narybkiem, wszak jakiś czas już tutaj prosperował. Co innego, że działał na kapkę zmienionych zasadach – kek, to pewnie dlatego przybyły facio go nie skojarzył. Nic straconego, jak raczyła mawiać Babcia Gienia – szczery uśmiech i wyciągnięcie ręki, jeśli tylko samiec zechce ją uścisnąć, ot na modłę europejskich zwyczajów, które Sora zdołał liznąć w całkiem sporawym zbiorze. Dalej? No oczywiście ponowne chwycenie narzędzia i poprawa pseudo fartuszka, co by nie pobrudzić fatałaszków. Kolejny wdech, ruch i...
Dziś się wszyscy uwzięli - nie ma co! Krojenie musiało chwilkę poczekać, gdyż ktoś postanowił: raz – przywlec tonę żelastwa - dwa - naruszyć przestrzeń prywatną, co oczywiście nie spotkało się choćby z gramem sprzeciwu. Na samym cmoknięciu się nie skończyło, gdyż w grę weszło jeszcze uniesienie i płynny obrót wokół własnej osi – dopiero po, grzeczne odstawienie z powrotem na ziemię.
- Serio je przytachałaś... Osioł... - rzucił w żarcie, bo jakżeby inaczej. - Też chcesz pomóc z krojeniem? - kolejne słowa, tudzież pytanie, Japończyk skierował centralnie do Logana. Mięsa wilkom nie brakowało, co najwyżej rąk do pracy. Hierarchia to ponoć jedno – grunt, aby nie wpłynęła na napełnianie burczących brzuchów.
- Waniacz, a Ciebie co tak późno przywiało? - za ruskie baluj – lepiej się nie przyznawać, ile poszło na żarcie... - Dodatkowe rączki się przydadzą, nagłośnienie w sumie też... Waniacz orient - chciałeś organizować grila ne? Kwestia najważniejsza - chcemy żarcie prosto z “ognicha” czy jednak faktycznie z grila? - fundamentalne pytanie, od którego zależał sposób przygotowania jedzenia. Panie wyciągaj Pan browca i lepiej nie pyskuj, bo choć Japoniec dowódcą nie był, tak nie nawiedził chaosu w kuchni.
- Wszyscy łapki umyte? - czego dowodem było zachowanie podstawowych zasad higieny - rzecz jasna wypowiedziane to zostało w żarcie.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Uniesienie i obrót? Toż jedyną logiczną odpowiedzią był szczery śmiech połączony z zabawnym fuknięciem, jak zwykle podczas takich rzeczy. A może raczej była to reakcja na nazwanie osłem?
- Ale... Ale przecież sam chciałeś! Pytałam, czy Ci przytargać z Alicante, to chciałeś... A teraz jeszcze narzekasz? Faceci. Nigdy się was nie zrozumie. - zaburczała pod nosem, jednak na wargach wciąż miała rozbawiony uśmiech. Nie sposób było się złościć, zwłaszcza, że przecież przeżyli i wszystko było w porządku. Byle tylko Wania nie wkopał się z jej odciętą ręką, bo jakoś nie chciała się tłumaczyć. Za to wyszczerzyła się radośnie do Logana.
- No nawet sobie nie żartuj! - przybiła mu piątkę w wyciągniętą rękę. - Niczego nie kradłam, tylko pożyczyłam, bo wygodnie się tym Twoim cudem jeździ, ot co! No weź facet, toż oddam. Później. - posłała mu uroczy uśmiech, absolutnie nie zamierzając oddawać mu kluczyków. Zresztą pewnie i tak się uchleją, to będzie spać gdzieś tutaj.
- Cześć Wania! Jak widać robimy żarcie! Pomagasz, albo nie przeszkadzaj i zajmij się czymś innym. - roześmiała się, wielkoluda też witając cmoknięciem w polik. Ciekawe, kogo jeszcze przytargają tu zapachy, które pewnie zaraz rozejdą się po Azylu. W końcu Sora gotować umiał, ona zresztą tak samo. A gotowanie dla wszystkich aktualnie sprawiało jej całkiem dużo przyjemności. Podjadanie zresztą też.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Przybył na zebranie swoim cudeńkiem. Jakoś nie specjalnie się spieszył, bo nie do końca wiedział, czy jest tam potrzebny i czy musi im tam pomóc na miejscu. Swój motocykl zostawił pod Azylem, zablokował kierownicę i postawił stopkę, zdjął kask i wsadził go pod pachę.
Wszedł dość luźnym krokiem i na szybko obserwował kto tu był przed nim. Dostrzegł siostrę, Wanie i Sora plus ktoś, kogo nie znał lub po prostu go wcześniej nie widział.
-Elooooo, co tam? - krzyknął jednocześnie uśmiechając się od ucha do ucha. I ręką pomachał na powitanie wszystkim innym. Podszedł i kucnął na ziemi odstawił tam na ziemi kask oraz swoją kurtkę, którą złożył na pół i rzucił na kask.
-Ile żarcia! Sporo! Ej mam wam jakoś pomóc? - rzucił pospiesznie rozglądając się na boki, mógłby coś zjeść nap przykład! Nawet na surowo, nie będzie wybredny.

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
- Ej no potem pogadamy. Teraz jest co robić. - rzucił marudnie Sora, jak na niecierpliwego a rasowego szefa kuchni przystało. Próbuj Pani go pobić albo gorzej - przegonić w mistrzostwie krojenia, siekania, przyprawiania i gotowania! Odrobina współzawodnictwa nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a i nawet ryzyko ucięcia kończyn malało, jeśli tylko powołać się na regenerację...
- Cześć, szykujemy sporą wyżerkę. Zasady są proste – chcesz szamać, to musisz coś pomóc. Jest jeszcze trochę paczek z mięsem do rozpakowania. Przydałoby się to też obmyć, a potem poporcjować w zależności od tego, czy wrzucimy “na ogień” czy na grila. Przedtem jednak proszę ładnie umyć łapki. - gdyż tak nakazywała odwieczna tradycja wielkich mistrzów ostrzy. Te Azjata oczywiście chwycił i jak to skośny, zrobił małe show przed rozpoczęciem ciachania pierwszych porcji. Cięte na średniej wielkości kawałki żeberek miały spocząć na grillu. Ich obmycie to oczywiście standard – drugim takim będzie przygotowanie stosownej marynaty. Nią jednak mężczyzna zajmie się odrobinę później. Mimo wszystko wymagała stosownej konsultacji, bo jak raczyła mawiać kucharka Shimizu – nie każdy liść pasował do mięsa, a i mięso nie zawsze miłowało się z majerankiem.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Spojrzałem na dziewczynę sceptycznie, kiedy zbiła mi piątkę. Dlaczego ja sobie pozwalam tak na łeb wchodzić? Nie... Naprawdę, dlaczego ja to robię? Chyba powinienem udać się na najwyższy szczyt w tej zamglonej krainie, wypalić indiańską fajkę i zacząć jakąś samorefleksję, bo żeby ta młoda wilczyca wodziła mnie za nos to takiemu staremu wilkowi nie przystaje, naprawdę.
- To nie jest moje cudzo, tylko klienta cwaniaku! - fuknąłem szczypiąc ją lekko w biodro - Potrącę ci to z wypłaty, jeszcze lepiej, z premii. Dostaniesz garbusa, zobaczysz! - pokręciłem głową i zmierzwiłem jej czuprynę - Jutro ma być z powrotem... - mruknąłem machając ręką i wracając so swoich zajęć, a przynajmniej chciałem to zrobić, jednak Wania nadal po prostu stał w drzwiach patrząc na nas jak na jakieś mróweczki - No tak, jak zawsze. Zrzuć przygotowanie na moją głowę... Wania, Wania... - podszedłem do tabletu zarządzającego nagłośnieniem.
Wybrałem swojego użytkownika na Spotify i zacząłem przeglądać swoje playlisty. Większość to głośne, garażowe nuty, które nie nadają się do kuchni oraz przygotowywania posiłku, ale jest kilka piosenek, które mogłyby się nadać. Ach tak... Muzyka mojej młodości, gdy jeszcze muzyka pochodziła od instrumentów. Zapodałem wszystkim płytę Brothers In Arms od Dire Straits zaczynając od Money for Nothing. Przeciskając się obok Siny w kuchni delikatnie puknąłem swoimi biodrami o jej puszczając jej oczko.
- Cześć młody, jestem Logan, zakasaj rękawy i do pracy. - poklepałem go po ramieniu z promiennym uśmiechem - Słyszałeś młodego, nie pomożesz, nie jesz. - zaśmiałem się cicho idąc do zlewu i ostentacyjnie myjąc ręce patrząc na Azjatę z rozbawioną miną.
Zabrałem część swoich żeberek samemu biorąc się za odpowiednie porcjowanie. Dawno nie bawiłem się w ten sposób z nożem, jednak po służbach specjalnych takich rzeczy się nie zapomina, więc z dużą wprawą wyczyściłem wszystkie niedoskonałości. Przecisnąłem się do szafki by znaleźć swój stary blend przypraw z Alaski i zasypać nim mięso. No, to teraz dać się mu trochę zamarynować...
- To co młodzi, może ja rozpalę już grilla? - zwróciłem się do ogółu patrząc po tych młodych pyszczkach.

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
W pierwszej kolejności skupił swój wzrok na Sorze i jego wypowiedzi i przez chwilę kiwnął głową na zgodę, ze kuma, o co chodzi. Dopiero gdy nieznajomy do niego podszedł zmarszczył brwi.
-Czy ty właśnie zagadywałeś do mojej siostry? Oj uważaj - uśmiechnął się szerzej pokazując swoje kły. Co jak co, ale na podrywanie siostry w jego towarzystwie nie pozwoli. Gdy go poklepał po ramieniu zerknął na niego lekko spod byka, lecz tego gestu akurat nie skomentował. Umył ręce i wziął się za robotę. Podszedł wyciągnąć jakieś dobre mięcho, a po drodze też wziął sobie nóż co by miał czym pokroić to mięso. Rozpakował je i zaczął wykrajać zbędny tłuszcz lub ścięgna jakie zostały na mięsie, a następnie zaczął je kroić na równe części.
-Tak w ogóle to jestem Makoa, brat Siny - odezwał się po chwili milczenia i kątem oka zerknął na Logana. A że akurat miał co robić to wolał się skupić na krojeniu mięcha, które później ze smakiem zeżre.

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
- Oho... Sora głodny i marudny, nie wchodzić w drogę, bo pogryzie? - zażartowała sobie z Azjaty, jednak całkiem grzecznie jak na nią już bez specjalnych podśmiechujek zabrała się do przygotowywania mięsa. I co być może zaskakujące, swoimi zdolnościami nie odstawała nawet od skośnego, choć rzecz jasna bez takich uroczych popisów.
- Auć! - oburzyła się od razu, łypiąc groźnie na Logana, bo jak to tak. - Pamiętaj, że to Ty się będziesz tłumaczyć, jak wsiądę zdenerwowana z kółko i się rozbiję, a tym się to zaraz skończy~ - uśmiechnęła się uroczo, kręcąc głową na całe towarzystwo. W porozumieniu z Sorą zabrała się za przygotowywanie marynat i innych dodatków, przewracając teatralnie oczami na zachowanie brata.
- Mak, słoneczko moje, nie będziesz mi dyktować braciszku, z kim mam gadać. I jak już tam stoisz, podaj mi tamtą wielką miskę. - poprosiła grzecznie, sięgając przy tym nsd głową Sory, by sięgnąć po butelki przypraw.
- Dziadku, nie marudź, tylko wygrzewaj stare kości, bo jak się młodzież zacznie bawić, to nie wyrobisz. - puściła mu bezczelnie oczko na koniec, uważając, by nie ukroić siebie przy okazji.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
- Nigdzie nie skończyć, bo nigdzie nie jedziesz. Wiesz, że złapałbym cię zanim dobiegłabyś do parkingu. - uśmiechnąłem się do dziewczyny chytrze spoglądając jej w oczka szukając zrozumienia dla tej małej docinki, w końcu raz już kiedyś zachciało jej się ze mną ścigać.
Słysząc kim właściwie jest ten nowy gość aż musiałem spojrzeć na Sinę z komicznie zdziwioną miną przez ramię. Jej brat, naprawdę? Tutaj i pierwszy raz o tym słyszę? to prawie tak jakby trzymała go w tajemnicy. Ciekawe... Naprawdę ciekawe... Z groźby za to... Jakby to powiedzieć nic sobie nie zrobiłem. Kusiło mnie, oj kusiło żeby trochę go podpuścić, ale to nie moja impreza żebym tworzył takie wybuchowe mieszanki, przynajmniej jeszcze nie teraz. Może jak trochę wypiję będę mniej racjonalny. Dlatego tylko z rozbawionym uśmiechem kręcąc głową poklepałem go jeszcze trochę po ramieniu odchodząc do swoich przygotowań.
- Oh, you go girl~ - powiedziałem w komicznie wysokim głosie puszczając Sinie oczko z wesołym uśmiechem - W takim razie, jak mnie wyganiają zostawię was z czymś bardziej na czasie i o was szczeniaczki. Tylko nie ruszajcie moich żeberek. - wrzuciłem im z tabletu Roaring 20s podkręcając trochę głośność - To ja będę na zewnątrz. - spojrzałem na Sinę i tylko poruszając ustami, bezdźwięcznie powiedziałem "Specjalnie dla Ciebie", po czym puściłem jej oczko z dala od wzroku jej brata i wziąłem się za rozpalanie grilla na podwórku.

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Praca trwała w najlepsze - nikt nikomu niczego nie zabraniał, nie przeszkadzał, a jeszcze działał wedle ściśle określonego planu, czyli - pomagasz i jesz, albo wychodzisz i patrzysz na przepyszne mięsiwa, kolejno nakładane na rozpalony do metaforycznej czerwoności grill. Żeby było zabawniej - nie nazwiemy tego przypadkiem, przeto muzyka sukcesywnie podsycała apetyt, a nawet zachęcała do zafundowania komicznego pokazu z udziałem szalonego mistrza Pai Mei'a w kuchni. Dzieci, nie próbujcie tego w domu - Sora niejako mógł, obdarzony zbawienną regeneracją, chroniącą go przed niechcianą utratą palców czy nawet całej kończyny.
- Jesteście jak połączenie mleka z chilli. - rzucił rozbawiony widokiem przekomarzanek Siny z Loganem. Mimo dwukrotnego wyskoku między nimi, Japończyk nie czuł zazdrości ni tym bardziej zagrożenia ze strony drugiego mężczyzny - wręcz przeciwnie. Po tych wyjątkowo spontanicznych akcjach i "awkardowym" postawieniu sprawy, czuł niejako ulgę, że cała ta mieszanina niezdecydowania nie wpłynęła na relacje Siny z innymi. Shimizu zależało na tym, aby przyjaciółka - tak, bo nie chciał nazywać jej kimś mniej ważnym - czuła się szczęśliwa. Z innego założenia za to zdawał się wychodzić jej brat. Z jednej strony Azjata nie dał rady powstrzymać śmiechu - z drugiej braterska nadopiekuńczość była dla niego całkowicie zrozumiała, wszak sam pod swoim "skrzydłem" posiadał niejako dwa pisklaki. Randkującego Yuu to by jeszcze zdzierżył, ale siostrę? Prędzej stanąwszy w sojuszu z młodym, rozstrzelają potencjalnego amanta, niżeli pozwolą mu na zbliżenie się do szkraba na odległość mniejszą niżeli dwa metry.
- To chyba wszystko. Część można powoli poprzenosić, jak już grill się nagrzeje, a część niech trochę pobaraszkuje z marynatami. - rzucił z większym naciskiem na baraszkowanie. Towarzyszyło mu ukradkowe spojrzenie na Sinę i zawadiacki uśmieszek, mówiący "ktoś tu zaczepia tamtego wilkołaka". Cwana i kokieteryjna - cała wilczyca.
- Niezłe zabawki. - robiąc niewielki przeskok dalej. Patrząc na wszystkie bryki pod Azylem Sora ze swobodą stwierdził jedno - nikt z nich na niczym nie oszczędzał, a już na pewno nie na mechanicznych kompanach dwu i czterokołowych. Ex Nefilim czy nie - wojownik czy nie - jako zwykły prosty facet w swej naturze zachwycił się pojazdami, kolejno obchodząc każdy po kolei.
- A więc mówisz, że nasza Pani Policjantka "pożyczyła" sobie od "kogoś" auto? - wykluczmy wszelkie błędy w wypowiedzi. Takowych było tam bowiem brak, a jeśli ktoś zdoła je wychwycić - to świadomy zabieg na poczet wytknięcia niestosownego złamania prawa przez jakże praworządną obywatelkę Sinę Taualai. Zaś jeżeli chodziło o odbiorcę - głównie Logan, potem wszyscy obecni na zewnątrz. Warto wspomnieć, że rzecz działa się po przeniesieniu mięsiwa, umyciu łapek i rzuceniu w nie szklaneczki lub puszki ulubionego przez siebie alkoholu - zimnego ma się rozumieć...
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Logan Ward

56


192 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Wayfarer
Dobrze było widzieć trochę życia w Azylu. Chociaż właściwie żadne z nich nie należało do naszej malutkiej watahy, o ile możemy tak nazwać luźne zrzeszenie wilków, to nadal robiło się cieplej na serduchu widząc tyle młodych szczeniaków w jednym miejscu. Chyba będę musiał zrobić kilka rundek i spróbować zaciągnąć ich tutaj trochę bardziej oficjalnie. Oscar by tego chciał. To miało być miejsce dla wilków w York, niezależnie od pochodzenia. Powinni trzymać się razem i każdy dzień powinien wyglądać tak jak dzisiaj. Nawet jeśli znaczy to, że pewnie niedługo znów bym wyjechał. Nie czułem się zbyt dobrze gdy wśród wilków robiło się zbyt tłoczno. Watahy nie były dla mnie. To, co mamy działało dla mnie bo było nas mało, kiedy będzie nas mała grupka, cóż... Chyba wrócę do Irlandii. Moja robota tutaj będzie skończona.
Wziąłem się za rozpalanie tego wielkiego grilla, który nawiasem mówiąc, też był moim pomysłem. Oscar też wtedy pytał, po co nam taki bydlak i dzisiaj mógłbym go pstryknąć w nos, bo właśnie dlatego. Kto grillowałby po 5 żeberek na raz dla sfory wygłodniałych wilków? Nie jesteśmy do końca normalnymi ludźmi, każde z nas potrafi zjeść ćwierć tego, co ważymy, więc to nie mogło się udać. Doglądałem ognia zauważając jak pierwszy z wilków wyłania się z budynku udając się w stronę parkingu. Może by tak skorzystać z okazji i trochę go zainteresować tym wszystkim?
Dziarskim krokiem podszedłem bliżej opierając się o swojego, a właściwie Wani mustanga, bo po prostu jeszcze nie dałem mu do niego kluczyków.
- Pożyczyła? - spojrzałem na niego prychając - Kradnie mi jakiś samochód co tydzień, chyba powinna zmienić wydział albo fach całkowicie, ale tak to jest, jak ciągnie się dwa etaty... - wzruszyłem ramionami cicho się śmiejąc - Na swoją brykę też uważaj, nie zdziwiłbym się gdyby była następna, a koszty naprawy byłyby, cóż... - gwizdnąłem kręcąc głową - Lepiej żebyś miał dobrą robotę młody.
Odsunąłem się od mustanga by przejść się wokół fury, którą podwędziła mi kochana Sina. Tak na wszelki wypadek sprawdziłem czy nie ma już żadnych odprysków na lakierze bo ten klient to straszny pedant i zauważy każdą najmniejszą ryskę od kamienie na poboczu.
- Byłem pewien, że zamknąłem halę, ale pewnie podwędziła moją przepustkę... - mruknąłem pod nosem kucając przy drzwiach pasażera i przecierając jakąś smugę na lakierze - Długo jesteś w Yorku? - zapytałem niby od niechcenia podtrzymując konwersację.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo