Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Wnętrze



Wiatr dmie w gałęziach, wprawiając setki małych listków w ciche pobrzękiwanie. Dookoła panuje półmrok, widać już pierwsze gwiazdy wschodzące na niebie. Gałęzie drzewa układając się w coś na kształt lasu, przeplatając się i wijąc pod nogami. Każdy krok musi być ostrożnym, bo grunt wydaje się wyjątkowo niepewny.


Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Słońce nie pali wampirów, bez względu na posiadanie specjalnej umiejętności bądź nie.
3. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Cokolwiek to było to się udało, dzięki wróżkom udało mu się bezpiecznie przedostać Nowe miejsce wyglądało dziwne, ale chyba przyjaźnie. Gdzie chyba było dość niepewne, nie wiedział gdzie dokładnie się znajdują. Nie chcąc się oddalać po prostu obserwował otoczenie lub po prostu wąchał ziemię zastanawiając się, czy coś wyniucha lub wręcz przeciwnie. Spróbować nie zaszkodziło.

Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza | Sif
ekwipunek: telefon komórkowy
ubiór: ciemna koszula; jeansowe spodnie; ciemne, wygodne buty; pleciony naszyjnik ze swarzycą


Po niedawnym portalu, naprawdę nie chciał korzystać z kolejnego. Jednocześnie jednak nie widział innej drogi wyjścia stąd, a ponowny upadek na marmur wydawał mu się już być przyjemniejszy niż bliższe zapoznanie się z istotami z polany. Kontynuując nucenie i tak nie miał zbyt dużego pola, by robić cokolwiek innego czy się odezwać, dlatego bez sprzeciwu czy protestów dał się poprowadzić do portalu. Gdy stwory się otrząsnęły i uwolniły z jego magii, przestał korzystać ze swojej magii i czym prędzej udał się do portalu wraz z towarzyszami.
Znaleźli się w zupełnie nowej lokalizacji, co było przyjemnym zaskoczeniem. Odetchnął cicho, po czym rozejrzał się.
- Zdążyli ci coś zrobić? - spytał wilkołaka, zerkając na niego. Odezwał się przyciszonym tonem, jakby obawiając nie chcąc swoim głosem zepsuć magii tego miejsca. Oczywiście z racji formy wilkołaka nie oczekiwał żadnej rozbudowanej wypowiedzi, prędzej kiwnięcie łbem czy sapnięcie.
Nie pozostało im nic innego, jak iść do przodu, dlatego ruszył przodem, ostrożnie stawiając każdy krok.

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Pęknięcia w portalu nie podobały jej się ani trochę, ale też nie widziała innego wyjścia, jak poprowadzić ich przez to przejście. Nie zamierzała nikogo zostawiać w tyle, skoro już się cofnęła za Biesem po wilka, to w portal idą wszyscy razem, innej opcji nie było. Nie i już, tutaj zadziałał już po prostu upór wróżki.
Stworzenia się obudziły z transu, jednak zdążyli wpaść w portal i wypaść z niego bezpiecznie w miejscu całkowicie jej nieznanym. Cóż, przynajmniej wydawało się, na pierwszy rzut oka, bezpieczne.
— Wszyscy są cali? — zapytała zarówno Biesa, jak i Makoę, chcąc rozeznać się w sytuacji, czy któryś czasem w międzyczasie gdzieś od czegoś nie oberwał, a ona może nie zauważyła? Zaczęła również rozglądać się dookoła i nasłuchiwać, próbując... w sumie sama nie wiedziała czego. Wyłapać szept wiatru? Wypatrzeć zagrożenie? Zanim ruszyła do przodu musnęła delikatnie jedną z gałęzi przypominających drzewo i próbując posłać przez to odrobinę własnych emocji drzewu. Cichą wdzięczność i ulgę, że przeżyli spotkanie z biesiadnikami, oraz może i zapytanie, czy drzewu potrzebna jest pomoc, skoro ewidentnie słyszeli jakiś ryk tam... w dole? gdziekolwiek wcześniej byli?
Po próbie "zagadania" do drzewa zapewne ruszyła za drużyną, najpierw delikatnie stawiając nogę przed sobą i próbując badać grunt, żeby nie trafić w jaką dziurę i móc bezpiecznie iść za nimi.


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Morgan MacGrioghair

728


186 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward
Ekwipunek: Telefon komórkowy.
Ubiór: Dobrze skrojony, ciemnoniebieski garnitur wraz z kamizelką, białą koszulą oraz eleganckimi, skórzanymi butami. Sygnet z mocno przetartym krzyżem oraz pierścień z białego złota na prawej dłoni, dwa pierścienie na lewej. Ze złota oraz stali.


Czując podmuch i słysząc świst przemykającego obok mojej głowy tasaka poczułem pewną ulgę. Nie miałem zamiaru tutaj umierać, było jeszcze kilka spraw do załatwienia zanim pożegnam się ze swoim żywotem, dlatego po szaleńczym biegu o przetrwanie wskoczyłem portal bez większego zastanowienia. To jedyna droga ucieczki. Cokolwiek zrobiła reszta uczestników, sprawiło, że drzewo oszalało i nie byłem pewien, czy cokolwiek będzie w stanie to naprawić. Dlatego właśnie nigdy nie działałem w drużynie prócz kilku pojedynczych przypadków. to po prostu nie może się udać. Widząc kolejne niszczone portale przeszedł mnie pewien dreszcz niepewności. Jedną z gorszych rzeczy byłoby skończyć w tym limbo bez wyjścia na całą wieczność. Na szczęście w końcu znalazło się wyjście. Z rozpędu padłem na kolana w nowej rzeczywistości.
Przyjemne, letnie powietrze było miłą odmianą od poprzedniej stęchlizny i jednak mało apetycznie pachnącego Sóla. Tutaj wszystko zdawało się być jeszcze nienaruszone, ale widząc to, co działo się we wnętrzu to tylko kwestia czasu. Uniosłem głowę powoli wstając z kolan by rozejrzeć się po okolicy i trochę zdziwiłem się widząc przed sobą znajomego wróżka, wilka oraz nieznajomą i bardzo piękną wróżkę. Wygląda na to, że nie byłem jedynym, który zaszedł tak daleko.
- Radzę ruszać zanim reakcja istoty zaklętej w tym drzewie dotrze aż tutaj. - mruknąłem przechodząc pomiędzy wróżkami by stanąć na czele tej ekspedycji - Powiedziałbym, że panie przodem, ale... Nie byłbym w stanie oderwać wzroku, przepraszam. - spojrzałem przez ramię na wróżkę od której magicznie wręcz nie mogłem oderwać wzroku, jednak w końcu mi się udało - Na wszelki wypadek wzniosę barierę, spróbujcie trzymać się blisko i najlepiej niczego nie dotykać... - skupiłem się na wyczarowaniu wokół nas bariery ochronnej, którą będę podtrzymywać podczas marszu.
Postanowiłem zawierzyć, że dobra karma wypracowana poprzez pomaganie Sólowi oraz wcześniej podczas wizji sprawi, że nasza gospodyni nie zrzuci mnie tworząc pode mną jakąś dziurę albo coś gorszego. Byłem otwarty na jej energię, która może wskaże mi odpowiedni kierunek...

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Szaleństwo

Otoczenie, w porównaniu do miejsc, w których byliście jeszcze chwilę temu wydaje się iście sielskie. Nie towarzyszą Wam żadne zapachy miejsc poprzednich - tutaj powietrze wydaje się świeże, rześkie, ale też zaskakująco rzadkie. Wiatr gwiżdże w gałęziach, wprawiając listki w łagodny i delikatny taniec. Przynajmniej przez chwilę macie spokój.
Gałąź, a raczej kilka najprawdopodniej gałęzi, tworzą razem coś na kształt polany. Drobne gałązki i patyczki, zaplatają się w coś, co może przypominać grunt, ale na pewno musicie ostrożnie stąpać - wszystko kołysze się pod najmniejszym naporem. Gdyby którekolwiek z Was pokusiło się o spojrzenie w dół, dostrzegłoby, że znajduje się już powyżej pierwszej warstwy chmur, a ziemia została hen daleko pod Wami. Wciąż możecie czuć nerwowe ruchy Drzewa - chwieje się, miota nieustannie, chociaż wygląda na to, że jego gniew i wszystko, co się z nim dzieje, zogniskowane jest wewnątrz.

Nimat, Twój kontakt z Drzewem nie należał do najprzyjemniejszych. Głównie dlatego, że nawet jeśli próbowałaś dzielić się z nim ciepłem i uwagą, to teraz było rozszalałe i oderwane od „tu i teraz”. Tym razem jednak nie czułaś tego zalewu emocji, co wcześniej. Mogłaś tylko dostrzec anielski symbol znikający gdzieś w ciele, urywek wizji. Ból, niezrozumienie i rozrywana na setki kawałków świadomość. Wasza gospodyni, kim by nie była, nie wróci już nigdy do siebie, tego mogłaś być pewna.

[b]Way
, wzniosłeś barierę, która skrzyła delikatnie w powietrzu. Nasycona energią tego świata zdawała się dużo silniejsza, ale też dużo mniej stabilna. Miejscami przebiegały po niej zielonkawe wyładowania, które przeskakiwały okazjonalnie na okalające Was od góry gałązki i gałęzie. Tu, w przeciwieństwie do poprzednich pomieszczeń, nie było sklepienia. Gdy patrzyłeś w górę, niebo lśniło setkami gwiazd, a księżyc rozpoczynał swoją mozolną wędrówkę w górę. Północ była już coraz bliżej. Gałęzie, które imitowały otaczający Was las, uginały się gniewnie, szumiąc złowrogo. Coś czaiło się gdzieś przed Wami, byłeś to w stanie wyczuć.

Makoa, powietrze pachniało tu inaczej. Wszystko pachniało inaczej. Gdy schyliłeś się do imitacji ziemi, mogłeś dostrzec pomiędzy gałązkami bolesny, prawdopodobnie dość krótki, lot w dół. Wasza droga była zawieszona w powietrzu i gdy tak na nią spoglądałeś, mogłeś być pewien, że należało wędrować w sposób przemyślany, bo gałązki pod Wami były w ciągłym, już zupełnie nie sennym ruchu, jak setki przeplatających się i ruchomych pnączy. Jeden zapach wybijał się jednak od drzewa najmocniej i był najbardziej niepokojący - czułeś zapach śmierci, delikatny, ale wdzierający się powoli do ciała.

Bies, ten portal nie był zdradliwym, wręcz przeciwnie. Znaleźliście się dużo wyżej, w miejscu, które wydawało się sielskie. Przejście za Wami najpewniej było jednym z tych, które widziałeś na gałęziach drzew, jeszcze przyglądając im się z oddali. Gałązki uginają się pod Twoimi stopami i mimo ostrożnie stawianych kroków, czasami czujesz, jakbyś stawał na granicy przepaści. W tym szaleństwie jednak musi być jakaś metoda.

Droga przed Wami wydaje się miejscami dziurawa, ale ciągle się zmienia. Podłoże płynie pod Waszymi stopami. Wydaje się, że znajdujecie się na końcówce gałęzi, z dala od pnia, bo ryk wydaje się cichszy, chociaż co jakiś czas dobiega do Waszych uszu. Z polany wyraźnie prowadzi ścieżka, chyba w kierunku Drzewa. Możecie oczywiście próbować iść drogą na przełaj, ale trudno Wam dokładnie określić właściwy kierunek.
Wszyscy Rzućcie k10. Poziom trudności dla wszystkich, oprócz Nimat 7. Nimat, poziom trudności 5

Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza | Sif
ekwipunek: telefon komórkowy
ubiór: ciemna koszula; jeansowe spodnie; ciemne, wygodne buty; pleciony naszyjnik ze swarzycą


- Nie spadliśmy z wysokości z powrotem na ścieżkę, więc tak, chyba jesteśmy cali. - odparł, nawiązując oczywiście do swojego poprzedniego doświadczenia z portalem. Tym razem przejście było zdecydowanie bardziej przyjemnie, pozostawało tylko zorientować się, gdzie w zasadzie się znaleźli. Sądząc po spojrzeniu na grunt pod sobą, byli naprawdę wysoko nad ziemią.
Chwilę później do ich małej grupki dołączył czarownik, ten sam, którego widział na początku szukania kwiatu - chociaż, jak dla wróżka, szukanie kwiatu paproci challenge zmieniło się w spróbuj przetrwać we wróżkowym wymiarze challenge.
- Wiesz, co się stało z Drzewem? - spytał Waya, podchodząc bliżej niego, gdy ten wyczarował barierę. Po prawdzie jednak, na razie najbardziej obawiał się upadku, a wątpił, czy tarcza czarownika mogłaby ich przed tych uchronić. Dlatego też chciał ponownie skorzystać ze zmiennokształtności, by zmienić się w jastrzębia. Ze skrzydłami czuł się pewniej, a że z racji mieszanej krwi jako półwróżek był ich pozbawiony, musiał radzić sobie w inny sposób. Poleciałby - lub szedłby - dalej tą samą prosta drogą, uważając ją za bezpieczniejszą niż błądzenie na przełaj.

Rzut

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
I choć wysłuchał wszystkich to nie miał jak przemówić w wilczej formie. Na pytanie wróżka jedynie pokręcił głową przecząco. Prychnął cicho pod nosem gdy wyczuł dziwny zapach na ziemi. Wiele osób tutaj zmarło... Tak to było stwierdzenie faktów. Szedł powoli przed siebie widząc, iż ich droga tym razem nie jest usłana różami, a stopy trzeba kłaść ostrożnie. Pomimo dobrego węchu starał się usłyszeć coś bądź dostrzec/powąchać coś, czego inni kompani nie byli do końca świadom. Nie wiedział czego szuka, ale czegoś na pewno. Coś na pewno pomoże im w dotarciu na szczyt tego drzewa.

Rzucam

Morgan MacGrioghair

728


186 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward
Ekwipunek: Telefon komórkowy.
Ubiór: Dobrze skrojony, ciemnoniebieski garnitur wraz z kamizelką, białą koszulą oraz eleganckimi, skórzanymi butami. Sygnet z mocno przetartym krzyżem oraz pierścień z białego złota na prawej dłoni, dwa pierścienie na lewej. Ze złota oraz stali.


Rzut

Przynajmniej wiedziałem, że moja magia nie jest tutaj całkowicie bezużyteczna. Energia drzewa sprawiała, że moje zaklęcia były często silniejsze, lecz o wiele mniej stabilne i trochę nieprzewidywalne. Będę musiał pamiętać by nie używać zbyt skomplikowanych czarów. Ostatnie, czego potrzebuję to przypadkowo kogoś tutaj zabić by moje imię zostało dodane do kolejnego kręgu nienawiści. Miałem tych wystarczająco dużo. Trochę obawiałem się zielonej energii przemykającej po powierzchni mojej bariery, lecz do tej pory istota sama w sobie nie próbowała wyrządzić mi krzywdy, więc postanowiłem zwierzyć w jej dobre intencje, chociaż teraz wydawała się być niespełna rozumu.
- Niestety nie mam pojęcia. Byłem we wnętrzu i wszystko wyglądało normalnie, a później nagle drzewo zaczęło szaleć. Ledwo zdążyłem dobiec do portalu. Jako przestrogę mogę wam za to powiedzieć, że wszyscy strażnicy tutaj zostali przeklęci za swoją ciekawość. Jeśli nie chcecie spędzić tutaj wieczności radzę wziąć to pod uwagę. - odpowiedziałem wróżkowi beznamiętnie.
Podtrzymując swoją barierę ruszyłem ścieżką w stronę drzewa, jak mniemam. Zdawałem sobie sprawę, że nie czeka tam na nas nic dobrego, ale by dostać się do wyjścia musimy iść naprzód. Nie ma drogi powrotnej. Starałem się mimo wszystko stąpać dość ostrożnie po kolejnych gałęziach.

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Słyszała pytanie biesa i odpowiedź kogoś nowego jak przez mgłę, pogrążona bardziej w wizji i odczuciach drzewa. Musiała przerwać połączenie z nim, było naprawdę nieprzyjemnie, chociaż dało im odpowiedź na to, co się dzieje. Dlaczego drzewo zaczęło zachowywać się dziwnie już wtedy, gdy byli na polance razem z z agresywnymi biesiadnikami.
— Jakiś szurnięty nefilim narysował na drzewie runę. Świadomość istoty jest właśnie rozdzierana na kawałki. — Była skrzywiona przez niezbyt przyjemną wizję i odczucia z nią związane, które przekazało jej drzewo. Współczucie wobec gospodyni mieszało się ze złością na nefilim, który odwalił coś takiego. Czy oni czasem nie mają od zawsze tłuczone do łbów, żeby nie używać większości run na innych? Przecież nawet ona to wiedziała, a nefilim nie była. Tak ciężko było połączyć kropki, że drzewo jest czymś więcej niż tylko drzewem? Przecież od początku mieli ku temu wskazówki.
— Może życzenie mogłoby jej pomóc, ale nie mogę spełnić swoich własnych... — Rzuciła tak o, jako pomysł, jeśli ktoś miałby na tyle współczucia, żeby zechcieć je wypowiedzieć i uratować istotę, która ich gościła.
W każdym razie powoli, stąpając ostrożnie, badając najpierw podłoże przed sobą, czy aby na pewno ją utrzyma, stąpała przed siebie, gotowa użyć skrzydeł, by nie wpaść nogą zbyt głęboko w dziurę i zachować równowagę.

Rzut


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Szaleństwo

Drzewo szarpnęło się pod Waszymi stopami, wytrącając z równowagi tych, którzy faktycznie wędrowali na dwóch nogach (Way i Nimat). Kolejne tąpnięcia wprawiały główną gałąź w drżenie, odsłaniając dziury, w które z powodzeniem można było wpaść, jeśli nie było się wystarczająco ostrożnym i albo zlecieć w dół, albo przynajmniej solidnie ugrzęznąć.

Way, Twoja bariera zadrżała niebezpiecznie, a na jej powierzchni pojawiła się dziwna rysa, puszczająca zielone iskry i odpryski do środka. Magia tego miejsca wyraźnie się destabilizowała, wraz z destabilizacją całego miejsca i Waszej gospodyni, która majaczyła w oddali. Wydawało się, że za kolejnym zakrętem, staniecie tuż przy samym pniu. W szumie wiatru ponownie mogłeś usłyszeć szepty, głosy tłumów, okrzyki nienawiści, podobne do tych, którymi podzieliło się z Tobą Drzewo wcześniej.

Bies, unoszenie się w powietrzu na pewno należało do prostszych, niż ostrożne poruszanie się między kolejnymi gałązkami i gałęziami. W ten sposób nie groziło Ci polecenie w dół. Droga była wyjątkowo prosta, a z lotu byłeś w stanie dostrzec więcej. I tak zresztą się stało - w listowiu, gdzieś na uboczu drogi, coś zamigotało, odbijając światło wschodzącego księżyca i gwiazd. Z tej odległości, wyglądało jak kawałek lustra, idealnie równy, o ostrych krawędziach. Zastanawiające w nim jednak było to, że zdawał się pokazywać coś jeszcze, jakby coś kryło się za pozornym odbiciem. Byłeś przekonany, że to co prezentowało, nie mogło być tym co bezpośrednio teraz mogło się w nim odbijać.

Makoa, mimo, że byłeś uważny, Twoim oczom nie ukazało się nic dodatkowego. Powietrze wciąż pachniało śmiercią, ale też rozpaczą i bólem. Wyraźnie drzewo, po którym stąpaliście, cierpiało, nie radząc sobie z intruzami na jego powierzchni. Tym razem nie nęciły Cię ogniki, nie było niczego, co odwracałoby Twoją uwagę. Miałeś jednak wrażenie, że ktoś niezmiennie Was obserwuje, chociaż ilekroć chciałeś spojrzeć za palącym wzrokiem, mogłeś dostrzec tylko zieleń liści i usłyszeć szum szalejącego Drzewa.

Nimat, nawet ostrożne kroki nie uratowały Cię przed tąpnięciem. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Już na kolanach, między liśćmi, mogłaś dostrzec błyszczący, srebrzysty odblask, którym zresztą zaraz zainteresowała się Subira. I Twoje wróżkowe oko nie mogło się mylić - sporych rozmiarów odłamek lustra niewątpliwie był częścią zniszczonego portalu. Bez trudu mogłaś dostrzec magię przejść, chociaż wyraźnie zniszczoną i pozbawioną mocy. Gdyby tylko udało Ci się znaleźć całą resztę…


Gdy wyszliście zza zakrętu, znaleźliście się na polanie bliźniaczej do polany, na której poznaliście Panią Lata, jedynie znacznie mniejszej. Na planie koła znajdowały się cztery lustra, w każdym z nich brakowało kawałków. Na środku zaś znajdowała się pusta rama, z której wyraźnie wyłamano zawartość. W pozostałych czterech, rysowały się różne sylwetki, chociaż z tej odległości trudno było Wam stwierdzić kogo tam dostrzegacie.

Kazik Lipiński

1076


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza | Sif
ekwipunek: telefon komórkowy
ubiór: ciemna koszula; jeansowe spodnie; ciemne, wygodne buty; pleciony naszyjnik ze swarzycą


Jakiś nefilim wyrysował runę na drzewie? Wprost cudownie. Ale przynajmniej wyjaśniło się, co stało się drzewu, że tak się zachowuje. Nie powinno raczej nikogo dziwić to, iż ta wieść jeszcze bardziej zmotywowała Biesa, żeby się stąd wydostać, chociaż po prawdzie, na razie nie miał pojęcia, jak. Dlatego pozostało mu tylko iść do przodu wytyczoną ścieżką.
Dzięki ptasim skrzydłom mógł swobodnie się przemieszczać, bez patrzenia pod nogi przed każdym krokiem, co też znacznie ułatwiło obserwację okolicy. Dzięki temu zapewne dostrzegł coś nietypowego pomiędzy liśćmi. Zdecydował się podlecieć do tego miejsca, by przyjrzeć się temu lepiej. Niestety budowa skrzydeł nie pozwalała mu dłużej zawisnąć w powietrzu, z tego powodu zdecydował się spróbować chwycić w łapki znaleziony kawałek lustra, zanim poleciał dalej, na polanę, na której też wylądował, wcześniej upuściwszy na trawę z niewielkiej odległości znaleziony itemek.

Morgan MacGrioghair

728


186 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: Logan Ward
Więc to znów łowcy wszystko zepsuli. Kto był na tyle umysłowo ograniczony by wyrysować na mniej lub bardziej świadomej istocie jedną z ich run. To miejsce było przepełnione w pewnym sensie anielską magią, jednak nie znaczyło to, że ich runy będą lekiem na całe zło. Napotkane tutaj istoty nie przypominały w niczym anielskich pomiotów. Toż to czysta głupota. Teraz nie dziwię się, że wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. To, co zrobili odmieni tę krainę już na zawsze. Oczywiście musiało się to stać ten jeden raz, kiedy postanowiłem przyjąć zaproszenie. Teraz wszystko, czego się dowiedziałem było bezużyteczne. Cholerni łowcy...
Widząc pękniecie na mojej barierze nie czekałem aż któraś ze świadomości drzewa potraktuje moją magię jako ingerencję w to miejsce i szybko anulowałem nasze pole ochronne. Jak się okazało w porę, gdyż za chwilę wzruszenie drzewa wyprowadziło mnie z równowagi, więc raz jeszcze wylądowałem na kolanach. To już dawno się nie zdarzyło. Nie wiem, co by było gdybym nadal podtrzymywał swoje zaklęcie.
Wstałem ostrożnie kierując się w stronę gdzie prowadziły mnie odgłosy cierpienia i rozpaczy niesione na wietrze. To zdecydowanie będzie nasz ostatni przystanek, jednak lustra oraz portal były rozbite. Rozejrzałem się widząc wróżki łapiące się za szklane fragmenty. Dobrze byłoby im pomóc, jednak zanim to nastąpi spojrzałem na egzotycznie wyglądającą wróżkę, która najwyraźniej była dżinem.
- Jesteś pewna, że chcesz spróbować spełnić takie życzenie w tym miejscu? To mogłoby cię znacząco osłabić. - oczekiwałem od niej jakiegoś potwierdzenia bądź zaprzeczenia, jeśli jednak zdecydowała się spróbować wypowiedziałem życzenie - Chciałbym by runa wyrysowana przez Nefilim zniknęła z drzewa, a jego świadomość powróciła do stanu sprzed jej wyrysowania. - patrzyłem badawczo na wróżkę czekając na rozwój wydarzeń.

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Runa na drzewie? Brzmiało źle, nie znał się na Nefilim więc ciężko było mu to określić. Jednak wyglądało na to, że drzewo czymkolwiek nie jest, nie radzi sobie z tym co go spotkało. Jego wilcze zmysły nie zareagowały jakoś specjalnie na to co go otaczało, jedynie zapach śmierci i bólu kłuło go i drażniło nozdrza jednak z tym nie miał co zrobić. Po chwili wyszli na coś, co przypominało polanę, identyczną przy której był strażnik Tutaj zaś były lustra z ubytkami oraz postaciami, których nie mógł dostrzec. Ostrożnie zaczął podchodzić do lustra najbliżej niego nie przestając obwąchując otoczenie. Wolał być teraz ostrożniejszy, bo może to będzie jakaś pułapka.

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Nagłe szarpnięcie posłało ją na kolana. Odruchowo wyciągnęła ręce przed siebie, żeby jakoś zamortyzować upadek, przez co trochę się pewnie poobijała, jednak zawsze lepsze to niż zarycie twarzą w gałęzie. Przeczekała kolejne tąpnięcia, zanim wstała, w tym czasie w oczy wpadło jej coś, co błysnęło wśród gałęzi. Subira zagadała po kociemu, przeciągłymi mrauknięciami i pacnięciem łapką z błyskotkę. Wróżka podniosła kawałek i obejrzała go sobie, przy okazji rozglądając się dookoła, czy gdzieś jeszcze nie zauważy jakiegoś odblasku. Jeśli by jakiś jeszcze zauważyła, zamierzała podlecieć w dane miejsce używając swoich skrzydeł. Stąpanie po drzewie już nie wydawało jej się takie rozsądne. Dopiero potem poleciałaby za resztą, w kierunku polanki, gdzie po tym, jak Bies zrzucił kolejny kawałek lustra, zamierzała spróbować dopasować zarówno swój, jak i ten jego w odpowiednie miejsca.
— To miejsce wydaje się mieć mniejszy problem z naszą magią, niż z waszą. Jeśli jest możliwość, żeby naprawić to, co zostało zniszczone i w tej chwili zagraża wszystkim po równo, to myślę, że warto spróbować. — stwierdziła, wysuwając wnioski na podstawie tego, że chociażby na jej magię leczniczą nie było takich reakcji jak na tarczę Waya. Albo na magię zmiennokształtności, syreni śpiew, czy magię żywiołów. Z Biesem używali tu już magii, a otoczenie nie miało zbytnio nic przeciwko ich ingerencji magicznej. Może dlatego, że świat był bardziej wróżkowy? Albo po prostu to domieszka anielskiej krwi we wróżkach dawała znać, bo czarownicy tym nie dysponowali.
Wróciła mniej więcej na środek polany, przekazując fragmenty czarownikowi, jeśli nie zdołała ich przypasować w odpowiednie miejsca. Na spokojnie, usiadła po turecku, wyprostowała plecy, przymknęła oczy i odetchnęła. Raz, głęboko, żeby skupić się na magii, którą przez lata rozwijała. Po co to wszystko? Wolała w razie czego nie mdleć nagle i nie oczekiwać ratunku od kogoś z otoczenia. W ten sposób, nawet jeśli będzie mocno osłabiona, to nie poobija się, a łatwiej będzie jej się pozbierać. Potem przywołała życzenie, wypowiedziane przez czarownika.
"Chciałbym by runa wyrysowana przez Nefilim zniknęła z drzewa, a jego świadomość powróciła do stanu sprzed jej wyrysowania."
Powtórzyła w myślach te słowa, raz i kolejny, nasączając je magią cudotwórstwa, próbując naprawić to, co zostało zepsute. Wymazać runę i jej skutki uboczne, scalić jaźń drzewa do tego, co udało jej się zapamiętać po zetknięciu z nim na początku, zanim zdążyło oszaleć. Zaczepiła magią i o czarownika, chcąc, żeby i z jego pamięci czerpał się obraz drzewa i jego istoty, którą zdążył poznać. Żeby móc jak najlepiej naprawić to, czym to drzewo w rzeczywistości było. Ciągnęła i magią ku obrazowi wilka z początków ich podróży. On też miał styczność z drzewem, miał kawałek jego obrazu w pamięci. Splatała zaklęcie, chcąc jak rzadko spełnić życzenie tak, jak miał to na myśli życzący.


It's magic, you know? Never believe it's not so...
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo