Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Rustique
Restauracja serwującą wyśmienitą kuchnię francuską. Wnętrze wykonane w nowoczesnym stylu, przepełnione francuskim stylem i elegancją. Menu dwujęzyczne pozwoli na wybór odpowiedniej pozycji z karty dań, żeby przypadkiem nie zamówić czegoś, co nie koniecznie trafia w nasze gusta. Dodatkowo można tutaj spróbować wyśmienitych win prosto z najlepszych francuskich winnic. Restauracja należy do jednych z droższych w York.

Tatyana Raskolnikova

30



"I have you in my sights."







[Cytuj]
Multikonta: Caranthir, Anna Valerious
Są takie dni, w których aż chce się czuć odrobinkę więcej pikanterii, w postaci bólu i innych tego typu doznań, niż zwykle. Tak było i tym razem, poznając gastronomiczną część Yorku, oraz w końcu witając w "skromne" progi top 3 najdroższych restauracji w mieście? No może top 5... ale czego nie robi się, dla zaspokojenia własnych potrzeb? Poza tym, kuchnia francuska, na ziemi angielskiej, aż prosiło się sprawdzić, czy trzyma poziom podobnych lokali z ojczystych terenów. Nigdy nie wiadomo, czy jakiś stary Brytyjczyk nie postanowi dołożyć rozdziału do "Tysiąca lat wkurzania Francuzów."
Oczywiście ubrała się stosownie do miejsca, lub jak kto woli, elegancko; stylistycznie niczym na przyjęcie w wyższych sferach, o zabarwieniu biznesowym. Dla skojarzenia niechaj służy ten oto obrazek, z zastrzeżeniem, iż wersja siedząca tutaj stoi wyżej, jeśli idzie o jakość stroju. W skrócie, patrząc na metki, pożądania klientela.
W zasadzie, jedyne czego brakowało, to towarzystwo. Gdzie nie spojrzysz, parka, parka, nieoficjalna parka biznesowa albo sugar daddy, sądząc po różnicy wieku... standard. A tak, cóż, delikatnie rzecz mówiąc, wyróżniała się na tle reszty, jak zwykle niczym one-girl-army, zwłaszcza siedząc trzy stoliki od następnego pełnego, bo dalej już się nie dało. Oby przynajmniej jedzenie to rekompensowało, gdyż wystój i muzyka były odpowiednie, patrząc na to przez pryzmat docelowego klimatu tego miejsca. Tylko należy mieć na uwadze, iż w tego typu muzyce znawczynią nie była. Tylko ciekawe, czym jest danie dnia... może "omelette du fromage?" A raczej "omelette au fromage", dla gramatycznych nazistów i nazistek.

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Finlay właśnie ukończył urządzać swoje nowe mieszkanie. Gdyby nie Jayden, z którym nadal był nieco pokłócony oraz jego ciężarna żona to pewnie zajęłoby mu to znacznie dłużej. Kompletnie nie rozumiał co się działo w życiu jego przyjaciela, że ten nie mógł mu powiedzieć co się stało, że na tyle zniknął bez słowa. Przetłoczenie małżeństwem? Odpowiedzialność? Nie od dziś byli razem, nie dziś zamieszkali wspólnie. O ile mu wiadomo było to nawet kilka miesięcy temu mieli swoją rocznice a tu nagle takie buty! Był zraniony, ale dziwicie się? Nie było go w chwilach kiedy tego najbardziej potrzebował. Nie urządził mu kawalerskiego, nie było go na weselu nawet!
Po zjedzonym wspólnie obiedzie właśnie leżał na łóżku przytulając Margaret. Osiemnasty tydzień dobiegał końca. Oczywiście nie mówił tego ukochanej bo wiedział jak ją drażniło te odliczanie, ale miałby przestać? No co wy. Już miał wstać i iść coś sobie obejrzeć gdy ta zasnęła kiedy usłyszał telefon. To przyziemna Tata. Szybko się ubrał i ruszył na miejsce spotkania. Restauracja francuska? Jedzenie? Jedzeniu nigdy nie odmawia mimo że raczej nie pasuje do takich miejsc jak to. Ważne, że dobrze poje skoro go zapraszała i przy okazji porozmawia. To leprze niż leżenie do góry brzuchem.
Wchodząc do środka od razu zauważył siedzącą samą rudą kobietę więc podszedł do niej i usiadł na wolnym miejscu.
- No no. Gdyby mi ktoś powiedział, że będę tutaj z inną rud kobietą to bym chyba nie uwierzył- czy on naprawdę miał słabość do rudych?

Tatyana Raskolnikova

30



"I have you in my sights."







[Cytuj]
Multikonta: Caranthir, Anna Valerious
Osiemnasty tydzień? Pomnóżmy to przez siedem... 4.2 w miesiącach, prawie połowa ciąży... dlaczego zawsze podają to w tygodniach i większość nie ma pojęcia, ile ma płód? Za to, w tej na oko 30-dniowej mierze, wszystko jest przejrzyste i wiadome! Swoją drogą, ona sama nigdy nie chciała być w ciąży... im dalej z brzuszkiem tym coraz gorzej i bardziej męcząco... na samą myśl aż się wzdrygała. Co jak co ale instynktu macierzyńskiego najpewniej nie wypracuje do końca życia.
Za to zapełnić brzuszek czymś co da podobne odczucia, ale następnego dnia przeminie, niczym zawartość toalety po ostrym kebabie (którym i tak należałoby się dla tego efektu dopchać po wizycie w drogiej restauracji)? Tutaj była już dużo bardziej tolerancyjna, choć w ćwiczeniach jej to wyższy byt wynagrodzi, dodatkowe serie w celu spalenia dodatkowych kalorii. Co jak co ale o linię należało dbać!
Ale wróćmy na ziemię i do spraw realnych, czyli zasięgnięcia języka odnośnie miasta od kogoś, kto mieszkał tu wystarczająco długo i miał wgląd w tę prawdziwszą warstwę. Do kogo wiec mogła się zwrócić jak nie do dawnego towarzysza broni z okresu Mrocznej Wojny? Oczywiście, że do Fina "Fineasza" Nightwinda, choć ostatnim razem jak go widziała, to nie mógłby nawet, zgodnie z prawem, zakupić alkoholu. Pewnie dlatego musiała też zwlekać z zaproszeniem go na piwko, a później... cóż, wiadomo jak się życie toczy, zabijają ci rodzinę, w odwecie zabijasz ich i oddajesz się temu zajęciu na następne lata...
... czy tylko dla niej to brzmiało normalnie?
- No, no, wyrosłeś - odparła od razu, z lekkim uśmiechem, dokładnie lustrując Fina od stóp do głów. I nie żeby dwa lata różnicy to było wiele, ale delikatna wredność, przy jej kolorze włosów, musiała mieć miejsce, choć to było zaledwie delikatnie zaczepną uwagą. - Czyżbyś wypracował specyficzny gust odnośnie płomiennowłosych, czy też miał jeden egzemplarz blisko serduszka? - spytała, bo akurat o jego życiu prywatnym z kategorii "stałe związki", ponoć stosunkowo niedawno przestało to być oksymoronem w tym przypadku, nie wiedziała. Tak bardzo jak by to mogło być ciekawe, jeden z lepszych stopni do piekła, to nie włamywała się ludziom nałogowo do komputerów, komórek i innej elektroniki.
W międzyczasie otrzymali menu, i pierwsze wrażenia? To nie jest miejsce dla żydów, szczególnie stalkujących cudze wątki.
- Przy okazji, nieźle wyglądasz, jak na wybraną ścieżkę zawodową - rzekła, przeglądając menu i zerkając na mężczyznę. Wyrobił ciało, nie był poszlachtowany, podrapany, oblany kwasem; brak śladów po obrażeniach będących "w zasięgu ręki" dla Łowców. Zabrzmi jak stara babcia ale pamiętała go bardziej... chucherkowato? Ups, rude wredne mode on!

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
On zdecydowanie wolał odliczać tygodnie. Wiedząc, że ciąza trwa jakieś czterdzieści tygodni było łatwo obliczać. I dokładnie przede wszystkim. Swoją drogą słyszał, że James również oblicza. Ciekawe czy leci w tygodniach. Nawet nie wiedział w którym tygodniu jest jego małżonka, nigdy nie miał powodu by pytać go o takie rzeczy i wcale nie zamierzał. On z Margaret nie byli u żadnego lekarza, nie robili usg ani nic z tych rzeczy, ale był pewien, że to się stało albo podczas tej głupiej choroby albo zaraz po. Jak wrócili z podróży poślubnej to już było pewne więc by wszystko się zgadzało.
Może i ciąża była męczące, ale dało się przez to przejść. On od zawsze chciał mieć wielką rodzinę, potomków swojego rodu. Cieszył się tak bardzo, że ten brzuch i wszelkie skutki uboczne z chęcią by na sobie wziął. Może nie sam poród bo słyszał że akurat ten jest bardzo bolesny, ale wszelkie inne rzeczy to z chęcią byleby odciążyć małżonkę. Gdyby tylko tak się dało…
Może i nie mógł zakupić wtedy alkoholu, ale kto powiedział, że ktoś za niego nie mógł tego zrobić? Był przystojny, kobiety wręcz się do niego kleiły i stawiały mu piwko czy coś innego. Żyć nie umierać, wcale nie narzekał że jest taki młody. Ważne było że był seksowny i mógł wybierać panienki. Jednak nie ma co się chwalić. Nie jest zbyt szczęśliwy z tego faktu. Jak teraz myśli o tym to wyobraża sobie swoją kuzynkę, która to wciąż pije i jest beznadziejnym łowcą. Może i Fin lubi popić, ale jest czas na zabawę i jest czas na walkę.
- I kto to mówi. Czyżby ci w końcu cycki urosły? Kto by pomyślał, że ten dzień w końcu nadejdzie- skwitował zerkając w dół. Faktycznie coś tam miała. Kiedy widział ją na wojnie był płaska jak decha. No przynajmniej taką ją zapamiętał. A może pamięć po tylu latach mu szwankuje? Zdarza się, przecież tyle czasu minęło.
- Moim sercu jest bliska tylko moja żona. Inne nie mają takiego znaczenia- zapewnił ją bo poczuł się nieco dziwnie siedząc tutaj z nią w restauracji francuskiej. Prawie jak na randce się poczuł. Zwłaszcza że ubrał jeden ze swoich ulubionych czarnych strojów. Można więc powiedzieć śmiało, że Fin się wystroił i poszedł na randkę kiedy jego ukochana śpi!
- Wybraną ścieżkę zawodową? Zacznijmy od tego, że to nie był wybór. Urodziłem się po to by walczyć i uważam się za naprawdę dobrego Łowce. Nie, nie najlepszego bo mam już swoje lata i są lepsi, ale nadal nieźle sobie radzę więc to jest jasne że dobrze wyglądam- zapewnił ją i zerknął w menu. Większość z tych dań była mu znana. Przez całe dzieciństwo mieszkał ze Francji wiec to dla niego było normalne. Nawet nie musiał zerkać na angielskie nazwy.
- Ale ty jak na swoje lata też się nieźle trzymasz. Może włosy trochę skudlone i kilka zmarszczek, ale to naprawdę nikt nie zauważy- nawet posłał jej uśmieszek.
- A więc co wybierasz?- zapytał, bo od czegoś musieli zacząć. -I dlaczego chciałaś się spotkać

Tatyana Raskolnikova

30



"I have you in my sights."







[Cytuj]
Multikonta: Caranthir, Anna Valerious
Nie znasz dnia ani godziny, gdy pojawi się dzieciątko... gdyby była wredna to poprosiłaby o szczegółowy wykaz współżycia anielskiej pary, wraz ze stosownymi nagraniami (pomińmy już z ilu stron miałyby być ujęcia), dla lepszej oceny, za którym razem zaskoczyło. Nie żeby tym sposobem mogła to ocenić, ale jeśli było na co popatrzeć, to na pewno nie należałaby do marudnych niewiast. Jednak lekarza by zalecała, co by doglądać, czy młodej/młodemu nic się nie psuje w brzuszku Margaritty.
I siejąc niewielkie ziarnko niepewności, kto wie, czy Tatyana również nie zerkała swego czasu na Finlaya ukradkiem?
- Rozwinęły się stosownie do potrzeb posiadaczki - odparła i skierowała swój wzrok, na krótką chwilę, w okolicę krocza Finlaya. Skoro od razu przeszedł do zgryźliwości odnośnie atutów mających więcej niż jedno zastosowanie, w tym drugie tyczące się erotyki, należało okrasić to stosowną uwagą. - Nadal zajmujesz się Mysikrólikami Zwyczajnymi? - spytała z cwanym uśmieszkiem, mając na myśli konkretną dziedzinę ornitologii.
- Nie martw się, gdybym chciała sprawić ci miłą niespodziankę - w tej chwili przyłożyła na chwilkę dłoń do ust, chrząkając, a raczej imitując to, aczkolwiek cichutko, w ramach przestrogi pt. "to co robi zakochana para, po masie afrodyzjaków, w sypialni." - Wybrałabym intymniejsze miejsce - dodała. Fin na misji, daleko od domu, wracając zahacza o fotel... prysznic, łóżko, środek nocy... tylko zaraz, coś tu pod kołderką się miota, odsłania i widzi Rosjankę. Ciekawe jaki byłby pierwszy odruch...
Wystarczyła samo pojawienie Łowcy i atmosfera od razu robiła się lekko erotyczna!
- W to nie wątpię, jednak zawsze istniała opcja... zrezygnowania, na drodze oddalenia się, to też jest wybór w razie chęci prowadzenia spokojniejszego życia. Nie żebym cię o to podejrzewała, bardziej mam na myśli konserwację ciała - odparła, mając już wybraną część dań, oby bouillabaisse wyszła im niezła. W gigot d'agneau pleureur, kopiowanie nazw z sieci było zawsze na propsie, również chciałaby pokładać wiarę. Gdyby zobaczyła tutaj Gordona Ramsaya, wtedy zaczęłaby się martwić o jakość składników, bo samo danie byłoby zapewne porażką, ale na szczęście kamer nie było, to i jego zabraknie. - Niektórzy wyglądali, do tej pory, niczym wraki - dodała po chwili, o martwych już nie wspominając. Na samą myśl o zmasakrowanych zwłokach miała ochotę na mille-feuille, perfekcyjny deser!
- Staram się jak mogę, ale czterysta lat na karku szkodzi na cerę, i krew dziewic już nie pomaga - odparła równie zaczepnie, przecież mogła być ukrytą półwróżką! Podświadomie to ją przerażało, ryzykować nocleg w kwaterze obok Bevina, ponoć to strasznie rozpustna jednostka, a to jest zaraźliwe! Biedny Arthur... - Bouillabaisse, gigot d'agneau pleureur i mille-feuille - uwydatniła myśli na głos, z zachowaniem prawidłowej wymowy, choć z akcentem było już nieco gorzej. Przy okazji, czekała na jego listę życzeń i rozpaczy portfelika.
- Miewam tendencję do interesowania się sprawami niekoniecznie tyczącymi się, jeszcze, mojej skromnej osóbki, a skoro wylądowałam w Yorku, pomyślałam o Tobie - odparła, jednocześnie przekazując wcześniej wspomniane dania, w formie zamówienia, kelnerowi, który właśnie zbliżył się do ich stolika. - Zwłaszcza, iż nie znam tego miasta za dobrze, pod kątem mniej oficjalnych atrakcji - tutaj, na krótką chwilkę, spojrzała bardzo sugestywnie na Blondyna. O wydarzeniach jeszcze nie wspomniała, a również dobrze by było być na bieżąco bardziej niż na parę skrawków ploteczek, bo ponoć niektórzy ludzie postanowili zrobić tutaj niezły bajzel. Pomijała również cząstki wiedzy wynikającej z jej, nieoficjalnej, kariery zawodowej. Poza tym, lubiła słuchać, zwłaszcza przystojnych mężczyzn. - Więc liczyłam na drobną wycieczkę, choćby i słowną - dodała po chwili, bo tka czy inaczej, nie wypada robić tego przy budce z kebabem, w takich chwilach "ulubione czarne stroje" nie kiełkują...

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Tata nie była dla niego kimś aż tak ważnym by miałby jej pokazywać tak osobiste rzeczy nawet jeśli by miał. W instytucie było bardzo kiepskie oświetlenie by cokolwiek nagrywać. A poza tym był zwolennikiem przyjemności a nie nagrywania tego i owego by potem się przy tym samemu zadowalać. Nie zbrakłoby pamięci na nagraniach! Nie chciał nawet myśleć co by się stało gdyby ktoś miał oglądać jego nagą żonę w różnych pozycjach. Nawet nie chciał przy niej o tym myśleć. To mało stosowne.
A do lekarza to by pewnie poszedł. Gdyby jeszcze tylko mu ufał. Finlay słynął z tego, że był mało ufny. Ile to czasu minęło zanim przestał patrzeć na Jamesa i na Shi jak na wrogów? Zdecydowanie za dużo, ale co poradzić! Taki już był i w prawie każdym człowieku widział jakiegoś potencjalnego wroga. Miał ją zaprowadzić do lekarza by ktoś położył na jego kobietę swoje brudne łapska? Mowy nie było. Jeśli by coś szło nie tak z ciążą to na pewno byłoby widać. Odczuwałaby jakiś ból albo dyskomfort. A tak? Była wręcz okazem zdrowia. Przynajmniej on tak uważał. Nie wierzył by mogło coś się stać małemu Alexowi.
Prychnął. Ta rozmowa zmierzała naprawdę w złym kierunku. Czy naprawdę przyszedł taki kawał drogi by rozmawiać o tym jak bardzo się zmienili i co im urosło? Nie miał się czego wstydzić, ale tą rozmowę mogli sobie darować dlatego wywrócił tylko oczami. Skąd to mogła wiedzieć.
- Jakby to powiedzieć. Nie byłbym zachwycony tą niespodzianką. Wieki Cię nie widziałem, ale nic się nie zmieniłaś. Chociaż wiesz, że nie przyszedłbym do intymniejszego miejsca, prawda?- zmarszczył brwi nadal nie rozumiejąc co takiego wyprawia. Fin na misji może zahaczyłby o motel, ale pod swoją kołderką nie miałby nikogo. Z pewnością zauważyłby o wiele wcześniej, że ktoś tam jest. A może by nie zauważyłby bo byłby zbyt bardzo zmęczony? Misje wykańczają człowieka. Pewnie ledwie co miałby siły na ten prysznic!
- Na szczęście ja prowadzę spokojne życie. Jak na Nocnego Łowce przystało. Ich życie nigdy nie jest spokojne i już do tego przywykłem- on sam nie był pewien co chce zamówić. Cieszył się z apetytu Margaret tak bardzo, że czasami sam zapominał o jedzeniu. Teraz dopiero co poczuł głód. Nie wiedział, że tak bardzo jest głodny. Chyba powinien podziękować jej za zaproszenie. Finlay nie miał w zwyczaju dziękować więc może potem? Albo wcale?
- Niektórzy mają pecha. Całe życie ryzykujemy życiem to dlatego tak wielu umiera tak wcześnie. Jak na razie mam szczęście, ale różnie bywa- tak, zdecydowanie wiele sióstr i braci już pożegnał. Nie rozpaczał nad nimi bo to było czymś normalnym. Wiedział jakie są konsekwencje. Każdy wiedział.
- A gdzież ty znalazłaś te dziewica? Niemowlaki zabijasz?- zaśmiał się. Co to za czasy nadeszły. Trudno mu było uwierzyć, że tak młode a nawet małe dziewczyny pierdolą się gdzie popadnie. W tak wielu burdelach zaczynają pracę. - Coq au vin i rurki francuskie.- tyle mu starczy. Może to nawet za dużo? Nie miał aż tak wielkiego żołądka! Zmieści skoro kobieta płaci! Jedyna taka okazja. Kiedy kelner oddalił się zmarszczył brwi.
- A skąd wiedziałaś, że jestem akurat w Yorku?- zapytał całkiem poważnie. Sporo podróżował, nigdzie się nie osiedlał na stałe a tutaj jest dopiero od kilku miesięcy. Czyżby plotki tak szybko się rozchodziły? - York to świetny wybór. Jest tu co do roboty więc poczujesz się jak u siebie. Mogę się nawet założyć, że tak szybko stąd nie wyjedziesz- miasto było fajne. Jak ktoś lubi częsty deszcz, ponurą pogodę i podziemnych razem z demonami. Tu tego było pełno. Dlatego nigdzie się nie ruszał. - Słaby ze mnie przewodnik

Tatyana Raskolnikova

30



"I have you in my sights."







[Cytuj]
Multikonta: Caranthir, Anna Valerious
Cóż, lepiej będzie pozostawić kwestie łóżkowe za pleckami. Jednak swoje trzy grosze, po cichu, musi dorzucić do kwestii małego Fineasza, albo Margarity, skoro stronili od lekarzy to efekt końcowy mógł być różny... i skoro już o panach w białych płaszczach mowa, to jednak zalecałaby wizytę u jakiegoś polecanego, dla pewności, bo by nie było przykrej niespodzianki. Komplikacje z rozwojem, trwałe uszkodzenia, albo śmierć... ponoć śmierć pierwszego dziecka, podobnie jak jedynaka, jest najbardziej traumatyczna. Ot lepiej minimalizować ryzyko, skoro metody są powszechnie dostępne.
- Wiem i dlatego zwabiłam cię w przestrzeń neutralną. Bez obaw, nie mam wobec ciebie nieczystych zamiarów, nie praktykuję polityki rzepa związkowego - odparła, choć nie wspomniała jednej wiadomej rzeczy, ograniczała się do uwag. Poza tym nie lubowała się w zaobrączkowanych, w ten czy inny sposób, powiedzmy że godziło to w profesjonalizm, a w swojej liście usług nie miała niczego o uwodzeniu. I jedyne co mogła poradzić na wyczerpanie po misji, odnośnie kąpieli, to jakiś kamyczek z funkcją grzania się przy kontakcie z wodą, w połączeniu z wanną... dużo przyjemniejsza kąpiel, nie wspominając już o dorzuceniu piany i innych drobiazgów. - Przywilej dany nielicznym, twoje szczęście - powiedziała, bo z tego co mogła się napatrzeć, niektórzy byli skrajnie zapracowani przed śmiercią. Nie żeby sama nie była pracoholiczką, ale potrafiła, czasami, przypomnieć sobie o czymś w postaci przerwy. Przecież przesadzenie, na ten przykład, z z obciążeniem mięśni prowadziło do niemiłych konsekwencji. I lepiej żeby nie wywoływał głodnej z domostwa, kto wie czy zaraz nie rozlegnie się dźwięk jego komórki, z soczystym zamówieniem? - Pech albo kiepskie przydziały, nietrudno byłoby pozbyć się niepożądanego elementu w białych rękawiczkach - zasugerowała delikatnie i taką możliwość. "Zaufaj mi, to rutynowy patrol, a nie słyszałem o żadnym demonie, który akurat miał w zwyczaju tam przebywać." Dla pocieszenia, w zawodzie zabójcy bywało podobnie...
- Naprawdę, nawet żartując mnie ranisz, w życiu nie skrzywdziłabym tak maleńkiej i niewinnej istoty, grawitacja robi to skuteczniej - odparła z błyskiem w oku, i mogła przysiąc, że gdzieś w tle, przez chwilkę, leciało "chyc o podłogę" Gospela. Przecież nie powie, że nóż wchodzi w niemowlaka w zasadzie bez oporu, a jedyną trudność stanowi zwykle ewentualny opiekun/ka, który/a znajdzie się w niewłaściwym miejscu i czasie przez przypadek. Wpierw musiałaby takie informacje, najlepiej poparte praktyką lub cudzymi dowodami w formie wszelakiej, posiadać - Prowadzę ewidencję nieskalanych, ekskluzywna i sporo warta w niektórych kręgach lista - dodała żartobliwie. Wielka szkoda, że pewnego czarownika musiała z niej wykreślić, już miała potencjalnego kupca na tę przypadłość.
- Mam nadzieję, że nie użyją kiepskiego wina, to grzech śmiertelny - skomentowała, w końcu elementem składowym marynaty do kurczaczka było wino. Nie żeby była wielką znawczynią, ale nawet na chłopski rozum, jeśli coś smakuje jak szczyny, to wiele alternatyw poza harnasiem już nie ma. - Plotki i ploteczki, a przecież Nefilim są bliscy ludziom - odparła, nieco ciszej. Gdyby nie runy i jako takie "widzenie", różnicy w normalnych życiu brak. Przecież żyli tyle samo, rozmnażali się identycznie, żadnych demonicznych cech czy wróżkowych skrzydeł... bliscy i równie wrażliwi krewni homo sapiens. - Również w stylu bycia - sprecyzowała nieco swoje słowa. Ewentualne metody pomocnicze wolała, z grzeczności, przemilczeć.
- Wiem i dlatego je wybrałam, ledwie dwa spacerki i już widać... parę możliwości interakcji. Jednak liczenie na łut szczęścia, bądź kłopoty, to jedno, z kolei wizytacja w miejscach mających do zaoferowania więcej niż inne, to drugie. Dlatego wolę sięgnąć po rekomendację kogoś bardziej obeznanego z okolicą, nawet jeśli, jak twierdzi, jest słaby w przewodnictwie - odparła, bo nie chciałaby przypadkiem wylądować w instytucie albo siedlisku czarowników czy innych pijawek, tudzież futrzaków... lub zanudzić się na śmierć w podziemiu poetyckim?

Co by towarzyszy poniżej nie peszyć z klauzuli dwóch tygodni - zt

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
04/10/2018

Ta muszka, którą z pomocą brata zawiązał sobie pod szyją, była komiczna. Okropna. Niewygodna i niewyględna. Co podkusiło go do tego, by założyć muszkę zamiast dobrego, klasycznego krawatu?! Dlaczego grzebał w szufladzie tak długo, aż dokopał się do muszki? Była prezentem od Rachel z czasów, gdy oboje uważali takie rzeczy za całkiem zabawne. I choć nigdy nigdzie jej nie założył, choć miała być przeznaczona na wesele jakiegoś kolegi, wydawało mu się, że jej błękitny kolor ładnie współgrałby z kolorem oczu... czy coś takiego. Jakaś kobieta z pewnością ujęłaby to w ten sposób.
Może ta kobieta, którą pozna dzisiaj, pochwali jego wybór? Bardziej prawdopodobnym było, że uzna go za tak niedorzeczny, jak całe to ustawione spotkanie, randkę w ciemno. Arthur był pewien, że wataha i Kieran mają jak najlepsze intencje starając się zeswatać dwoje członków, jednak Buckley nie sądził, by to był najlepszy ku temu sposób.
Nie chcąc zrobić przykrości watasze, jak również kobiecie, którą postanowili mu zaproponować, zgodził się przyjść do wyznaczonej restauracji o wyznaczonej godzinie. Ubrany w swój najlepszy ciemny garnitur i muchę czekał na przybycie swojej randki. I choć starał się nie skreślać spotkania już na starcie, po jego minie można było określić, jaki ma do tego stosunek.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Zamierzała ubrać coś innego. Coś, co zalegało w szafie i niezwykle boleśnie przypominało jej o najpiękniejszym dniu w jej życiu. Chciała to zmienić. Uczynić z niej zwykle ubranie, które można założyć na jakieś ważniejsze spotkanie.
Nie mogła.
Dlatego postawiła na prostą i stonowaną kreację, jaką była granatowa sukienka z czerwonymi guzikami i paskiem odcinającym ją w talii i podkreślającym kobiece kształty. Na nogi wsunęła czerwone buty na obcasie, dzięki którym wyglądała na wyższą. Całość dopięła prostym płaszczem by nie zmarznąć po drodze.
Zapewne tak jak i jej randka, uważała ten pomysł za głupi. Nierozsądny i dziecinny, nie pasujący do jej wieku oraz profesji jaką się zajmowała. Stado i sam alfa jednak nalegali, widząc w jakim znajdowała się stanie i jak bardzo zaczynała się wycofywać.
Przyszła więc tutaj tylko dlatego, aby nie sprawić im przykrości. Im oraz tej biednej duszy, która tak jak i ona, została w to wszystko wrobiona.
- Art?- miękki i niepewny głos odbił się od uszu mężczyzny, kiedy to kelner podprowadził ją w wyznaczone miejsce i odsunął krzesło. Podziękowała, nerwowo wsuwając się na swoje miejsce i przenosząc spojrzenie na byłego narzeczonego.
- To jakiś... żart?-

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Zobaczył ją już przy wejściu. Wyglądała pięknie. Dziewczęco, ale elegancko, nie zbyt poważnie, nie zbyt frywolnie... Wyglądała, jak jego Rachel, kobieta.
Przez moment miał wrażenie, że mogą spędzić ten wieczór przyjemnie, tak, jak za dawnych czasów. To uczucie szybko zostało zduszone przez ukłucie żalu gdzieś w klatce piersiowej.
Obserwował, jak kelner prowadzi ją do stolika. Kiedy tylko podeszli, poderwał się z krzesełka, jakby na moment zapomniał, że należy wstać i poczekać, aż dama usiądzie pierwsza.
- Miałem nadzieję, że pójdziesz do innego stolika. - Przywitał się sucho. - Ukartowałaś to z Kieranem? - Zapytał wprost. Nie sądził, by alfa uciekał się do takich podstępów, jednak nie wykluczał tego, że Ray mogła wziąć go podstępem. - Mogłaś napisać mi wiadomość, jeśli chciałaś się spotkać. Dzięki za zmarnowanie mi wieczoru.
Arthur mógł być sympatyczniejszy, mógł usiąść i zostać przynajmniej na lampce wina, ale nie wiedział, czy w tej sytuacji ma na to ochotę.
Wsunął swoje krzesełko. Był gotowy, by wyjść.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Ray zagryzła wargę i spuściła wzrok. Jej palce przesunęły się po białym obrusie i poprawiły krzywo leżące sztućce, nim finalnie postanowiła się z nim zmierzyć. Jasne spojrzenie przesunęło się po jego twarzy, dostrzegając w niej niechęć i wyraźne obrzydzenie przez sam fakt, że tu przyszła. Nie spodobało jej się to. Zabolało. Poczuła jak coś podszczypuje ją w bok i sprawia, że ma problem ze złapaniem oddechu.
- Za kogo ty mnie masz, Art?- pochyliła się nieznacznie w przód i ściszyła głos, aby przypadkiem nie skupić na sobie uwagi i ciekawskich spojrzeń z innych stolików?
- Doskonale pamiętam co mi powiedziałeś. - odsunęła się i wzniosła oczy ku niebu, szukając wyraźnie jakiegoś wsparcia. To było trudne. Cholernie ciężkie siedzieć z nim przy jednym stole i trzymać w sobie łzy.
- Mam resztki przyzwoitości, aby nie narzucać się komuś, kto mnie nie chce. Możesz iść. Zjem sama. - odparła, kiedy się uspokoiła.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur był zdeterminowany, by pożegnać się chłodno i wyjść, jednak jedno spojrzenie na reakcję Rachel uświadomiło mu, że pomylił się w swoim pierwszym osądzie. Ponadto, zachowywał się jak ostatni dupek.
Ray na to nie zasługiwała.
Odsunął krzesełko, by jednak na nim usiąść. Miał wrażenie, że ludzie i tak już zwrócili na nich uwagę.
- Przepraszam. - Bąknął pod nosem, gdy już na powrót usiadł. - Ciężko mi uwierzyć, że to przypadek.
Nie chwalił się stadu tym, jak potoczyła się jego historia z Rachel. Nie wiedział, czy ktokolwiek prześledził ich losy, czy nikt nie zainteresował się nimi nawet odrobinę.
Przekrzykiwanie się, kto kogo pierwszego nie chciał, uznał za bezcelowe. To już sobie wyjaśnili.
- Zgodziłaś się na taką randkę w ciemno? Ty, Ray?

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Nie spodziewała się tego, że postanowi jednak zostać, ani tym bardziej ją przeprosić. Dlatego, kiedy usiadł, a z jego ust padło to magiczne słowo, jedyne co była zdolna zrobić, to wpatrywać się w niego bez słów i finalnie skinąć głową. Wydawało jej się, że nie mieli sobie nic do powiedzenia i dodania, że między nimi zrodziła się niechęć tak ogromna, że nie będą chcieli ze sobą ani spędzić minuty, ani tym bardziej rozmawiać.
Kobieta chrząknęła cicho, rozglądając się dookoła, a kiedy zauważyła czyjeś ciekawskie spojrzenie, zaraz unosiła brew i patrzyła dopóki ten ktoś nie odpuścił.
- Ciężko mi uwierzyć, że oboje się na to zgodziliśmy. Kieran nalegał. Wiesz jak to jest, kiedy ktoś jest taki... nieustępliwy. - nie chciała w miejscu publicznym nazywać rzeczy po imieniu i mówić, że Alfie się nie odmawia.
Kiedy padło pytanie, uniosła na niego spojrzenie i lekko się uśmiechnęła, przekrzywiając głowę. Sama w to nie wierzyła.
- Założyłeś muchę. - odparła miękko, zmieniając temat i skinęła w stronę jego szyi, gdzie lśnił błękit, który naprawdę idealnie podkreślał jego oczy.
- Mówiłam, że będzie ci w niej dobrze. Nie chciałeś uwierzyć. -

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Starał się zapomnieć, że zrzucił wszystko na Rachel. To była jej wina i to przez nią rozstali się, a następnie nie mogli z powrotem zejść. Gdyby nie jej wymysły, nie musieliby mierzyć się z tą sytuacją. Gdyby powiedziała wcześniej o swoim wilkołactwie...
Gdybać można było długo. Arthur zdawał się zapomnieć, że sam ma na sumieniu parę grzeszków i nie wyjawionych tajemnic.
Poprawił poły marynarki nerwowym gestem. Unikał patrzenia na byłą narzeczoną, jak i na wszystkich ciekawskich, którzy postanowili wtykać nos w nie swoje sprawy. Nie był tak odważny, jak Rachel, gdy przychodziło do mierzenia się z pilnowaniem własnej reputacji.
- Potrafi być przekonywujący. - Zgodził się z kobietą, uśmiechając półgębkiem. Arthur nie sądził, by poniósł jakiekolwiek konsekwencje, gdyby nie zgodził się na przyjście, jednak wolał nie podskakiwać alfie.
Jego dłoń od razu powędrowała ku musze, gdy tylko dziewczyna o niej wspomniała.
- Strasznie mnie drażni. - Podzielił się swoimi odczuciami. Wsunął palec pod pasek, który trzymał ją w miejscu, jakby to miało choć odrobinę poluzować ozdobę. - Czuję się, jakbym miał obrożę.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo