Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Była wilkołakiem z krwi i kości. Chociaż miała zupełnie inne podejście do tej kwestii niż jej rodzina, tak potrafiła zachować w sobie tę charakterystyczną cechę jak pewność siebie. Nie bała się ryzykować, odpowiedzieć komuś parą gorzkich słów i udowodnić, że pod kruchą powłoką kryła się całkiem silna i inteligentna kobieta.
Przez chwilę wydawać by się mogło, że będzie jak dawniej, że chłód ucieknie gdzieś poza obręb stołu i zaczną zachowywać się po staremu.
Rachel znała jednak swojego byłego partnera. Wiedziała, że zachowanie może być chwilowe, nim powróci do niego zdrowy rozsądek i chęć ucieczki od tego co działo się w chwili obecnej.
Na twarz dziewczyny wstąpił lekki uśmiech, który poszerzył się kiedy to wpatrywała się w niego oraz w to jak się z nią mocuje.
- To całkiem trafne określenie, nie uważasz? Zdejmij ją, jak ci przeszkadza. Chociaż jak dla mnie wyglądasz w niej naprawdę dobrze. - uśmiech złagodniał, kiedy to do stołu podszedł mężczyzna ubrany w garnitur i spojrzał po dwójce z zainteresowaniem.
- Wina? - zaproponował grzecznie i uprzejmie przyglądając się najpierw Rachel, a potem Buckley’owi.
- Napijesz się ze mną?- przechyliła lekko głowę, czekając na odpowiedź. Kto wie. Może alkohol rozwieje ich troski?

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur dyskretnie rozejrzał się po lokalu, jakby upewniając się, że nikt już na nich nie patrzy. Nie potrzebował tego typu uwagi. Było mu głupio przez scenę, którą przed chwilą odegrał. Nie było powodu, by zachowywać się jak obrażony szczeniak.
Musieli po prostu porozmawiać i wyjaśnić sobie parę spraw po raz kolejny i kolejny... aż pogodzą się ze stanem rzeczy, jakim zaskoczył ich świat, nawet jeśli Arthur uważał, że ucieczka jest łatwiejsza i wygodniejsza.
- Może później. To dopiero początek randki, powinienem zachować pozory. - Wysilił się na żart. Poprawił muszkę, pociągając za nią z dwóch stron, jak dżentelmen z niemego filmu z lat dwudziestych. - Masz piękną sukienkę, Rachel. - Odpowiedział komplementem. - Jeszcze cię w niej nie widziałem.
Wymiana uprzejmości mogła być jakimś startem rozmowy, która nie skończy się na wyrzutach.
Podniósł spojrzenie na kelnera. Wino mogło ich rozluźnić. Wino mogło sprawić, że zrobią coś bardzo, bardzo głupiego.
- Z chęcią.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Rachel widziała, że był spięty i powoli zaczynało się jej to wszystko udzielać. Nogi zadrgały pod stołem, jednak stukot obcasów został zagłuszony przez hałas rozmów na sali oraz brzęczenie sztućców. Słysząc jego odpowiedź, ponownie się uśmiechnęła i spuściła wzrok na komplement, kiedy to do jej głowy wpadł prosty i dziecinny pomysł.
- Dziękuję, to bardzo uprzejme z pana strony, ale nie mógł mnie pan w niej widzieć, bo przecież to nasza pierwsza randka. - może warto było zacząć wszystko od nowa? Spróbować zachować się tak, jakby nic się nie stało, jakby nigdy na siebie nie wpadli? Tylko rozegrać to wszystko zupełnie inaczej?
- Jestem Rachel, aczkolwiek będzie mi miło, jeśli będzie zwracał się pan do mnie Ray. Brzmi mniej poważnie. - niewiele myśląc pochyliła się do przodu, tylko po to aby wyciągnąć rękę w jego kierunku i uścisnąć jego w geście powitania.
Kelner zniknął na moment, aby zaraz powrócić z jedną z lepszych butelek. Po zaakceptowaniu jej, rozlał po kieliszkach i oddalił się, dając im odrobinę czasu dla siebie.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur skrzyżował nogi pod krzesełkiem. Rachel nie mogła tego widzieć, jednak była to jasna i wyraźna oznaka nerwowości.
Zamrugał, gdy Rachel zmieniła ton, w którym się do niego zwracała. Chwilę zajęło mu zrozumienie, w co pogrywa.
- Rachel... - Zwrócił jej uwagę, choć w jego głosie przebrzmiało rozbawienie. - Rachel, przestań.
Gdyby to było takie proste... mogliby zacząć wszystko od nowa. Wydawało się jednak, że nie można tak łatwo zmazać urazów.
- Arthur. Możesz mówić mi Arthur. - Odparł, ujmując jej dłoń. Podniósł się z krzesełka tylko na moment, by móc nachylić się i ucałować dłoń dziewczyny. - Brzmi normalnie, nie za poważnie, nie za... mało poważnie.
Doceniał starania Rachel i choć starał się podłapać jej żarty, przychodziło mu to z trudem.
- Masz ochotę coś zjeść, czy raczej po prostu upić się winem?

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Uśmiech złagodniał i zniknął całkowicie, kiedy to dotarło do niej, że nawet dobre chęci i intencje nie będą w stanie sprawić, że przeszłość wyparuje i pozwoli im zachowywać się normalnie. Jak gdyby nigdy między nimi nic nie było i jak gdyby nigdy się nie skrzywdzili. Tak, jakby to ona pierwsza nie wyciągnęła noża i go nie wbiła w ciało mężczyzny. Zniszczyła go oraz ich wspólną przyszłość. Zniszczyła wszystko.
- Dobra, już dobra, Art. Nie będę. - nie chciała go w żaden sposób krępować i sprawiac, że czułby się niekomfortowo, o ile już się tak nie czuł.
Pogładziła swoją sukienkę, rozprostowując materiał w kilku miejscach, wygładzając zmarszczki.
- Została w rodzinnym domu. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś ją założę. Ojciec kupił ją specjalnie do portretu. - pamiętała te godziny bez ruchu i złości, która teraz wyparowała. Zdawać by się mogło, że pogodziła się z domem i z przeszłością, choć gdyby postawić przed nią Alfę domu, tak mogłoby nie być wcale tak kolorowo.
Słysząc pytanie, dziewczyna wzruszyła ramionami, choć z góry wiedziała, że z nerwów nie przełknie nawet kawałka.
- Można coś zamówić. - odparła jednak. Może krewetki na jakiejś sałacie w dressingu to nie jest głupi pomysł?
- Aczkolwiek twoja opcja też mi się podoba. Tylko nie wiem czy nie będziesz musiał mnie nieść. W tych butach łatwo połamać sobie nogi. - zażartowała, uznając, że najwyżej pójdzie boso.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur zachowywał się normalnie - normalnie w stosunku do tego, co między nimi zaszło. We własnym spojrzeniu na sytuację był przekonany, że ma prawo mieć żal do Rachel. Przez jej próby chronienia go, naraziła go na jeszcze większe niebezpieczeństwo.
Jej próby rozładowania atmosfery sprawiły, że Arthurowi zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie.
- Mhm. - Zgodził się na jej obietnice. Przysunął sobie jedną z kart menu, by na niej skupić wzrok. - Widziałem portrety w twoim domu. - Mruknął, nie podnosząc wzroku na Ray. - Czemu wcześniej mnie tam nie zabrałaś?
Miał swoje podejrzenia. Wielka posiadłość sprawiała, że szeregowiec Arthura był niczym ciasna dziupla w spróchniałym drzewie. Domyślał się, że dziewczyna nie chciała, by poczuł się gorzej. Posiadłość wyglądała przecież na opuszczoną.
Nie podnosił spojrzenia na Rachel. Bał się tego, co zobaczy na jej twarzy.
- Na co masz ochotę? Nie bój się, zamówimy Ubera.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Rachel, tak jak i on, wzięła w ręce kartę i przejrzała większość dań, by finalnie wybrać zupę krem z pomidorów i parmezanem oraz- tak jak planowała- sałatkę z jej ulubionymi owocami morza. Rzadko kiedy pozwalała sobie na takie drobne luksusy, zwłaszcza odkąd rozstała się z narzeczonym. W końcu razem z nim odeszło wiele przyzwyczajeń, tak jak to by raz w miesiącu jadać coś na mieście.
- Mój ojciec nie był zadowolony z kim się prowadzam. - w jej głosie padło wyraźne zawahanie i odpowiedź uzyskał dopiero po dłuższej chwili. Rachel przesunęła kartkę, odkrywając przed sobą kolejną stronę z deserami, by unieść na niego wzrok. Powinien ją znać. Wiedzieć, że różnica w domach i w rzeczach materialnych nie robiła na niej żadnego wrażenia. Jedyne co, to mogła chcieć uchronić go przed zmieszaniem.
- Tata był bardzo restrykcyjny pod względem wybierania członków watahy. - mruknęła cicho, tym razem z obawą nazywając stan takim, jakim był naprawdę. Dla niego rodziną byli członkowie zgrupowania. Czystość rasy.
- To dlatego zerwałam z nimi kontakt. A później oni odeszli, zostawiając wszystko i nie mówiąc słowa. - zadrżała jej dolna warga, kiedy to powróciła to przeglądania menu.
- Portret mój i mamy znajduje się w sali zebrań. Tam jeszcze nie byłeś. Na razie miałeś okazję zobaczyć pewnie ojca i żonę wuja. - w myślach przebiegła po obrazach, zastanawiając się czy przypadkiem kogoś nie pominęła.
- Nie ma ich dużo. Zazwyczaj byli to wysoko postawieni w stadzie. Albo zasłużeni za czystki wśród osób o brudnej krwi. - momentalnie się skrzywiła. Arthur naprawdę dużo nie wiedział. O tym jaka była jej rodzina i co znaczyło jej nazwisko w świecie Cieni.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur nie wiedział, czy obecność Rachel nie wpłynie na jego apetyt. Odkąd kobieta odeszła, nie trzymał swojej diety tak ściśle, jak powinien, i chociaż wiedział, że to beznadziejne, czuł, że przy Ray powinien chociażby sprawiać pozory. Wybrał z karty grillowaną pierś z kurczaka z ryżem i lekką sałatką, tak, by móc się najeść, ale jednocześnie nie dostarczyć organizmowi zbyt wiele cukru, tłuszczu czy innych niepożądanych składników.
- Byle księgowy nie dla księżniczki wilkołaków. - Zakpił. Wiedział, jaka jest Rachel, jakie to jednak miało znaczenie w momencie, gdy przyznała wprost, że dla jej rodziny był nic nie wartym psem? Sądził, że dużo osiągnął, mogąc pozwolić sobie na własny ładnie umeblowany dom, samochód, zagraniczne wycieczki... A jednak, dla niektórych wciąż był nikim tylko przez to, że takim się urodził.
- Ilu osobników liczyła ta jego wataha, Ray? Pytam z ciekawości, ilu dostąpiło zaszczytu?
Zmrużył oczy. W jego głowie wszystko zaczęło układać się w nieprzyjemną całość. Ojciec wyrzucił ją z domu, bo zaczęła prowadzać się z byle Buckleyem. To dlatego tak szybko zamieszkali razem. Kiedy rodzina odeszła, zostawiając za sobą posiadłość, Rachel miała gdzie wrócić. Przestała go potrzebować.
- Czystki. - Prychnął, powtarzając za nią . - Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, nigdy nie przeszło ci przez myśl, że mógłby chcieć wyeliminować mnie? - Zarzucił dziewczynie. - Pięć lat zajęło ci zrozumienie, że musisz pomyśleć o moim bezpieczeństwie?
Buckley czuł, że sam coraz bardziej się nakręca, ale rozumiał, że nie jest to dobre dla żadnego z nich. Miał Rachel wiele do zarzucenia, ale nie musiał robić tego w restauracji. Nie potrafił pojąć, jaka była rodzina Rachel, nie rozumiał też zagrożenia, które płynęło z aktywności łowców.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Rachel spojrzała na niego znad karty i wywróciła oczami, by momentalnie spuścić wzrok.
- Nie kpij ze mnie, Buckley. - mruknęła, tracąc wyraźnie pewność, że postąpiła słusznie mówiąc mu o tym wszystkim. Tak jak się spodziewała, jego reakcja poszła całkowicie nie w tym kierunku, w którym powinna. Jak zwykle, jego złość i niedopowiedzenia przysłoniły zdrowy rozsądek, próbując stłumić ewentualną oczywistość. Dla Ray jeszcze do niedawna nie był wilkołakiem, co było powodem sprzeciwu jej ojca. Teraz jednak być może - dokładnie o to mu chodziło. A może niewiedza na temat czystości krwi?
Ponownie zaczytała się w swojej karcie, choć przecież już dawno zdążyła wybrać swoje zamówienie.
- Nie wiem, około trzydziestu. Nie obchodziło mnie to, Art. - dwudziestu czterech bez niej konkretnie. Nie zamierzała jednak dawać mu kolejnych powodów do tego, aby mógł sobie drwić z niej samej oraz jej - bądź, co bądź- rodziny. Kiedy zaczął dalej drążyć temat, jasnowłosa trzasnęła kartą w stół i spojrzała na niego pierwszy raz w swoim życiu z tak zaciętą miną, że każdy by się speszył.
- Mój ojciec nie mordował ukochanych swoich najbliższych, bo sam wiedział czym jest strata, Art. Moja mama zmarła, gdy byłam mała. Tak to już dawno byś nie oddychał. Poza tym: moja rodzina dla ciebie nie jest niebezpieczna. Martwili mnie zupełnie inni ludzie. Co jeszcze masz mi do zarzucenia?- Hiddle podniosła kieliszek do swoich ust i upiła niemalże całe wino, pozostawiając na dnie ledwie zabarwioną na czerwono poświatę. Odwróciła wzrok, szukając mężczyzny tylko po to, aby dolał jej alkoholu. Przeczuwała, że to będzie trudny wieczór. Nie wiedziała, że aż tak.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
- Nie kpię z ciebie. Kpię z całej tej niedorzecznej sytuacji.
Arthur syczał przez zęby, nie chcąc, by podniesiony głos zwrócił uwagę innych gości lokalu. Czuł na sobie spojrzenia, mógł teraz co najwyżej postarać się nie odstawiać większego cyrku.
Nerwowo stukał palcami w blat stolika. Emocje wzięły górę i choć powtarzał sobie, że powinien je powstrzymać, nie mógł, gdy sytuacja rozwinęła się w tym kierunku.
W końcu odchylił się i skrzyżował ręce na piersi.
- Zaskakująco wielu. Zaszczycili się wybijając nieczystokrwistych? To nie Harry Potter, Ray. - Nie mógł pouczać dziewczyny, gdy zawinił jej ojciec. Jej słowa wydawały mu się diabelnie niedorzeczne.
Jej zdecydowany ruch sprawił, że Buckley aż podskoczył w krzesełku. Gdyby mógł, położyłby po sobie uszy. Samica okazała dominację.
- Nie mogłem tego wiedzieć. Poza tym, teraz już nie jestem ci bliski. - Zarzucił jej. Ojciec mógł robić, co tylko chciał. Zapewne nie byłby zadowolony, gdyby usłyszał wyrzuty, którymi posługiwał się Arthur.
- Nie chcę już nic wiedzieć. Może byłoby dla ciebie lepiej, gdybym naprawdę przestał oddychać. Dzięki twojemu tatusiowi.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Rachel zmarszczyła brwi, lustrując go uważnym spojrzeniem, mrużąc na moment przy tym swoje błękitne oczy. Wiedziała jaki był Arthur, jaki miał sposób bycia i jak ciężko było czasem zrozumieć to, co chciał przekazać. W tym przypadku nie była jednak w stanie pojąć tego, o czym myślał.
- Co według ciebie jest niedorzeczne?- wilkołactwo, jej obawy, czy może... zaraz szybko sprecyzował to, o co mogło mu chodzić. Kilka prostych zdań, jakie padły w jej stronę, sprawiły, że Rachel wciągnęła powietrze głęboko do płuc i na krótką chwilę przestała oddychać.
- Tak się składa, Buckley, że jak ty to nazwałeś, ten Harry Potter, mnie wychował. I to dzięki nim jestem kim jestem. - mogła nie rozumieć zachowania stada, tego jakie mieli prawa i jak podchodzili do pozostałych, jednakże wciąż byli jej rodziną. Wilkołakami od czasów średniowiecza, do złudzenia przypominając sektę kościoła, która przecież również nie zmieniła swoich upodobań do szykanowania innych przekonań i wierzeń.
Rachel, zsunęła ze swoich ud serwetkę i rzuciła ją na stolik, uznając wyraźnie, że ma dosyć tego wszystkiego, że randka stanowczo nie będzie udana.
- Masz rację. Mój narzeczony nie kłapałby bezsensownie dziobem i mnie nie obrażał. - odsuwając krzesełko, rzuciła mu krótkie, uważne spojrzenie.
- I uważaj Artie. Bo kto wie. Może moja rodzina tu wróci. I może twoje słowa nie będą jedynie przypuszczeniami. Dzięki za wieczór. - odwróciła się na pięcie i sprawnie, szybko pokonała odległość dzielącą ją od drzwi, zapominając nawet o czymś takim, jak o własnym płaszczu.


Zt

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
24 grudnia 2018
16:00

Arthur wszystko zaplanował. Chociaż Rachel najchętniej widziałaby go przez cały czas w łóżku i to nie na radościach, które dotąd dzielili, a zwykłym śnie i nieustannym odpoczynku, Buckley zdołał dorwać laptopa i zarezerwować stolik w jednej z restauracji w centrum Yorku. Kiedy powiedział o tym Rachel, nie było odwrotu - musieli wybrać swoje najlepsze ubrania i ruszyć się w umówione miejsce, na umówiony obiad, bez względu na to, jak czuł się Arthur.
Wydawało mu się, że jest odrobinę lepiej. Potrafił odgonić senność, nie czuł się tak zmęczony, nawet opuściły go co mocniejsze zawroty głowy. Nie miał pojęcia, czy William odpuszczał, czy sam wmawiał sobie poprawę przez magię świąt. Musiał starać się dla swojej narzeczonej i brata, z którym miał nadzieję spędzić wieczór i kolejne dni świąt. Wolne pozwoliło mu również zapomnieć o pracy, którą mimo wszystko wciąż starał się wykonywać najlepiej jak potrafił.
Po krótkim spacerze dotarli do restauracji. Odsunął Ray krzesło. To nie tylko był świąteczny obiad, ale również jedna z kolejnych rocznic. Kto wie, czy nie ostatnia?
- Proszę, kochanie. - Zaprosił ją, by usiadła. - Podoba ci się? Pamiętasz, jak byliśmy tu ostatnim razem? Pokłóciliśmy się.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Zapewne gdyby nie powaga sytuacji i ciągłe zamartwianie się o jego zdrowie, tak by się cieszyła. W końcu nie było ostatnio zbyt wiele okazji do wspólnego celebrowania dni, w których byli ponownie nierozłączni. Niestety, ale początkowe oznajmienie jego planów spotkało się z kategoryczną odmową. Uważała, że każde wyjście z domu mogło skończyć się dla niego fatalnie. Mógł zasłabnąć, upaść i już nigdy więcej nie wrócić do domu. A ona była zbyt słaba, aby podnieść go i udzielić mu niezbędnej pomocy. Uważała, że powinien oszczędzać siły na powolną regenerację swojego zdrowia, które przecież i tak nie mogło zakończyć się w pełni, przez to paskudne znamię Leytona. Finalnie jednak ustąpiła, widząc, jak bardzo mu na tym zależało. Być może tego potrzebował? Ileż można było umierać na kanapie, skoro nadarzała się okazja do wyjścia i zaznania choć odrobiny normalności?
Rachel pomogła mu się wyszykować. Wyprasowała mu garnitur i dobrała odpowiedni krawat o nieco cieńszej szerokości niż normalnie, co podkreślało jego szczupłą budowę. Sama z kolei postanowiła założyć prostą, granatową sukienkę z niewielkim dekoltem oraz złote szpilki na wysokim obcasie, chcąc dodać sobie odrobinę więcej wzrostu. Proste i krótkie włosy zaczesała na bok, wpinając za uchem kilka wsuwek.
- Obiecaj mi, że jak tylko poczujesz się źle, to dasz mi znać, dobrze?- rzuciła jeszcze, nim weszli do restauracji i zajęli wyznaczone przez kelnera miejsca. Skinieniem głowy podziękowała mu za odsunięcie krzesła i usiadła, układając nogi na krzyż, pamiętając o tym, że zakładanie ich na siebie nie przystoiło kobietom.
- Pamiętam, Kochanie. Ale wiesz, że wcale nie wspominam tego źle? Bo dzięki temu jesteśmy znów razem. I to... kolejny rok, pomimo tej małej przerwy. - wysunęła dłoń w jego stronę, aby delikatnie zasugerować, żeby ją chwycił.

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur wolał umierać działając niż wyzionąć ducha w łóżku, choć Rachel najwyraźniej uznawała, że powinno być wręcz odwrotnie. Poza tym były święta - i Arthur musiał zrobić coś, by je uhonorować. To nie był dobry moment na to, by zaszyć się na kanapie i przespać kolejny dzień.
Choć gdyby nie Rachel, nigdzie by nie poszli. Ubrania wymagały naszykowania i wyprasowania, szczególnie na święta. I choć Arthur wciąż widział w swoim ubiorze zagięcia i zmarszczki, nie poprawiał po ukochanej. Kim był, by wytykać jej błędy?
- Czuję się doskonale. - Uśmiechnął się, kłamiąc wprost. Czuł się lepiej niż przez ostatni miesiąc, jednak wciąż nie dość dobrze. Z drugiej strony, wyjście podziałało odświeżająco
Kiedy już usiedli, a kelner jeszcze nie pojawił się z menu, Arthur nie wahał się, by ująć dłoń Rachel.
- Będę do końca życia wdzięczny Kieranowi za to, że znów nas do siebie pchnął. - Kciukiem pogładził wierzch drobnej dłoni ukochanej. - Zaczynamy szósty rok razem, Rachel.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go

Rachel Hiddle

25



Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym s







[Cytuj]
Multikonta: Danielle, Breena
Wiedziała, że wciąż było wiele rzeczy, nad którymi musiała popracować, by zadowolić jej Ukochanego. Nie potrafiła układać ubrań w idealną kostkę, o starannym prasowaniu nie wspominając. Wciąż miała kłopoty z tym, aby nasypać odpowiednią ilość proszku do prania i by nie rozwalać wszystkiego po kątach, lub na każdym wolnym krześle. Ale jedno było pewne, że zawsze starała się w jakimś stopniu go zadowolić i dać powody do dumy. Niekoniecznie było to dobrze widoczne, Arthur jednak wykazywał się względem niej olbrzymią wręcz cierpliwością. I za to go tak bardzo kochała. Bo chociaż byli różni na większości płaszczyzn, tak potrafili sobie wiele wybaczyć i zawsze się porozumieć.
Rachel skinęła głową na jego słowa, wiedząc jednak swoje. Pracowała w szpitalu, nie w sklepie, i potrafiła odróżnić ludzi wymęczonych choroba i takich, którzy czuli się choćby względnie. Mimo to, nie protestowała już więcej, nie chcąc psuć ich dzisiejszego dnia.
Mógł poczuć jak jej dłoń zaciska się nieco mocniej, a radość zostaje zastąpiona chwilowym rozdrażnieniem. Myśl na temat Alfy były ostatnimi, których pragnęła.
- Nie chcę o nim słyszeć, Artie. To przez niego... to przez niego Cię tracę. - złość szybko minęła, a na jej miejsce wstąpiła rozpacz. Cofnęła swoją dłoń, aby nie męczyć go przykrymi emocjami.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo