Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
[CZAROWNIK] Shizhi
Autor Wiadomość
Shizhi


Shizofreniusz

716 lat

Czarownik

Anioł

Emerytura


Dla Ciebie Pan Chuj, dla niego kogokolwiek zapragnie...

Wysłany: 2018-01-11, 22:03   [CZAROWNIK] Shizhi
   Oinari


Shizhi

Imię: Ji-Yeong (지영) / Shizhi (狮子)
Nazwisko: Kim (김)

Data urodzenia: 6.06.1302
Miejsce urodzenia: Namgyeong (남경) / Seul (서울)

Wiek: 716 lat / fizycznie 24 lata
Wzrost: 175cm
Waga: 65kg

Rasa: Czarownik
Demoniczny ojciec: Marbas

Wizerunek: Yoo Seung Ho



APARYCJA

Czarne na wpół długie włosy do ramion, skośne ślepia i jasna, porcelanowa cera, której nie odważyłby się drasnąć, ni musnąć miękkim opuszkiem palca nawet sam Bóg. Nie ujrzysz w tym wyglądzie nic nadzwyczajnego, przynajmniej nie do momentu, w którym postanowisz przyjrzeć mu się bliżej. Wtedy to do Ciebie dotrze – lustrujące ślepia starają się przeciąć go na wskroś. On bez chwili wahania odwzajemnia ich spojrzenie, śmieje się i zmusza do ugięcia nóg po upływie kilku pierwszych sekund.
Kpina wylewa się spod smukłych palców silnych dłoni, mknie leniwie w stronę gapiów, wpełza na ich ciała, za nic sobie mając wstyd i pojęcie intymności. Przechodzi dalej – najpierw rwie szaty, potem rozrywa skórę i mięśnie, łamie też kości, aż nie dociera do samego środka – tam zaczyna ucztować.
Ludzie i nadnaturalni nie bez powodu mieli w zwyczaju unikać starego czarownika. Krótka wymiana spojrzeń w zupełności wystarcza, aby zniechęcić potencjalnego pyskacza do kontynuacji swojej głupkowatej debaty. Jeżeli jednak chce, niech biadoli dalej – wargi ust nie zwykły się otwierać i unosić bez wyraźnego powodu, pozostają więc zamknięte.
Lew słucha w milczeniu upierdliwego gderania, aż w końcu wybucha głośnym śmiechem. Niewzruszona dotąd twarz po raz pierwszy zaczyna się zmieniać - bezczelny uśmiech rozchodzi się cieniutką linią po całej długości subtelnie wyrysowanych ust. Chłopak wykrzywia usta w coś na wzór "uśmiechu", choć on wcale nie jest dobry – nazwałby go jednym z tych kpiących. Szydzi i żartuje sobie dalej, po czym podchodzi bliżej.
Jeśli ktokolwiek wytrzyma i nie narobi przy tym w majty, dostrzeże w Shizhi osobę o niezwykle smukłej budowie ciała – daleko mu do mitycznego herosa, a do zwykłego parobka jeszcze dalej. Chłopak tkwi na granicy pomiędzy dwoma światami – jest atletyczny i mocno wysportowany, choć wszystko w zachowaniu odpowiednich proporcji. Wzrostem i wagą nie grzeszy, ale to raczej nic nadzwyczajnego dla Azjaty. W zasadzie niczym się nie wyróżnia – jedynie ten wzrok. Jest jego źródłem siły, aury strachu i przesadnej pewności siebie. Coś Wam powiem - niepozorna postura potrafi być bardzo myląca. Wystarczy wtedy na chwilę odwrócić wzrok, aby zręczne paluszki zrobiły bolesne kuku.

Gdy zapada zmrok do życia, budzą się demony...

Obdarty ze swoich uroków Shizhi charakteryzuje się szczególnymi atutami. Pierwszym z nich jest jego wzrok – obsydianowa czerń ustępuje wtedy miejsca chłodnemu błękitowi, symbolowi śmierci. Drugi to ogromne znamię na plecach, aż po ramiona, które swoim kształtem przypomina ślady po lwich pazurach.
Gdy Lew się denerwuje lub jest targany emocjami, te zaczynają jaśnieć i promieniować delikatną czerwienią – uosobieniem piekł - a także rozchodzić się w postaci mapy żył po całym ciele. Przybranie pełnej postaci powoduje również odrost włosów Shizhi do stanu sprzed zatrzymania się procesów starzenia.


CHARAKTER

Arogancki? Zdecydowanie. Wredny? Owszem. Milczący? Jak potrzeba. Gdyby określić trzeba słowami charakter Shizhi, to brzmiałyby one następująco: arogancki, wredny typ. Charakter Wodnego Tygrysa znakomicie odzwierciedla lekko zamotaną i mroczną personę czarownika – w jednej chwili potrafi kogoś zgnębić, zgnoić, a potem jeszcze zdeptać i pokopać na dobitę, by w razie potrzeby się zamknąć, odsunąć i grzecznie wysłuchać wszystkiego, co rozmówca ma do przekazania. To czy przyzna mu rację i w trakcie przemowy nie przerwie lub nie wyśmieje wzrokiem, to inna bajka. Zazwyczaj jednak tej racji nie przyznaje - jest na to zbyt dumny, co potęguje wysokie mniemanie o sobie i nieustannie rosnące ego. Wszystko wywodzi się z przekonania o własnej zajebistości. Ta z kolei jest wynikiem ogromnej wiedzy, którą bardzo chętnie się dzieli – za odpowiednią opłatą.
Prócz tego dodam, że Shizhi to straszny, zdradziecki żyd. Wystarczy, aby ktoś mu zaproponował lepsze warunki pracy, a całą wierność w stosunku do pierwszego pracodawcy diabli biorą – Koreańczyk nie boi się lawirować pomiędzy stronami, co być może wynika z umiejętnego doboru słów lub wrodzonego talentu do bycia przydatnym. Brzmi bardzo komicznie? I dobrze, to był mój celowy zabieg. Gdybym miał go przedstawić inaczej, to z pewnością powiedziałbym, że skośnooki jest jak typowy, czarny kot. Nie bez powodu nie cieszy się dobrą opinią wśród łowców i innych czarowników.
Odrzucając na bok wspomniane cechy charakteru, należy mieć na uwadze, że Shizhi nie jest dobrym materiałem na przyjaciela, ewentualnie dla tych, którzy mają jaja i dość i cierpliwości, aby wytrzymać z jego podłym uosobieniem – władczym i brutalnym, a zarazem cichym i niebezpiecznym jak zdradziecka tafla wody.
Rasista? Seksista? Raczej nie, wszak większość parobków traktuje tak samo. I tylko nieliczni mają zaszczyt stanąć na wyższym szczeblu szacunku, choć nigdy nie wyżej niż jedyna osoba, którą Shizhi szanuje i byłby w stanie pochylić przed nią swój łeb – jest nim jego demoniczny mentor oraz przyjaciel. Wspólne wakacje w labiryncie do dziś przywodzą mu na myśl wiele miłych wspomnień.
Innymi słowy – jesteś szalony? Cierpliwy? A może głuchy W takim razie serdecznie zapraszam do pokoju o numerze 666 – Koreańczyk z pewnością Cię do siebie przyjmie i ugości jak prawdziwego szlachcica. Nie zapomnij, tylko aby unikać bezpośredniego kontaktu wzrokowego – za szkody psychiczne i brak pampersów, nie odpowiadamy. Ponadto miej na uwadze zmienny charakter oraz negatywną opinię w stosunku do zasad. Shizhi uważa, że te narzucone przez górę są jak papier – ładniej mówiąc, dla kuperka idealne.
Heh, nie bez powodu mówi się, że milczenie jest złotem - teraz już wiadomo, dlaczego czarnowłosy nic nie mówi, gdy nie musi się odzywać. Naprawdę lepiej, aby tego nie robił zbyt często.


BIOGRAFIA

Wstęp
Goryeo - okres trwający od 918 do 1392 roku. Chaotyczny i burzliwy czas, przepełniony nienawiścią i przesycony obrzydliwym zakłamaniem - to właśnie wtedy doszło do podpisania ugody pomiędzy rodziną królewską a dzikimi Mongołami na mocy którego przejęli władzę nad koreańskimi ziemiami.
Paradoksalnie przed sprzedaniem szlachetnej dupy “króla”, a 100-letniej niewoli, na świat przyszedł on, owoc zdrady drugiej żony poczciwego męża, z demonicznym pomiotem - 6 dnia czerwcowej nocy, urodził się bękart.
Omamiony słodko-gorzkim kłamstewkiem sprzedajnej niewiasty, mężczyzna uwierzył jej na słowo i ujął nowo narodzone dziecko, myśląc, że to jego własne - spojrzał mu prosto w oczy i nadał nazwisko oraz imię - Kim Ji-Yeong. To był jego największy błąd.

,,Czasami trzeba jako dobro oceniać mniejsze zło.''
Niccolo Machiavelli


Początek - dziecięcy sen
Początki dzieciństwa młodego “diabła” niczym nie różniły się od tych, jakie przeżywały inne dzieci w jego wieku, a także dwójka starszego rodzeństwa zrodzona z łona prawowitej żony. Rodzinie Kim nie powodziło się źle - ojciec był szanowanym obywatelem wśród Koreańczyków - ot dumny sługa ówczesnych władców i majętny właściciel gildii handlowej. Miał pod sobą wielu ludzi - zwykłych parobków, dumnych i silnych wojowników, a nawet wysoko sytuowanych dyplomatów. Wszyscy Ci ludzie bardzo chętnie korzystali z jego usług, a to dlatego, że rodzina Kim była szlachetnie sytuowana - ojciec, ojca, a dziadek jego dzieci, a także pradziadkowie i prapradziadkowie - każdy z nich zajmował zaszczytną pozycję u boku Królów, jako wysoko postawiony urzędnik czy doradca.
Na przestrzeni lat działalność rodu Kim znacznie się poszerzyła i wkroczyła na ścieżkę handlu, by w niedługim czasie całkowicie ją zdominować i podporządkować, nie tracąc przy tym na wiarygodności oraz honorze, wręcz przeciwnie. Duma jeszcze bardziej buzowała w żyłach każdego członka rodziny.
Młody bękart żył i rozwijał się w miarę normalnie. Akceptacja ojca znaczyła dla niego bardzo wiele, czego niestety nie mógł powiedzieć o dwójce rodzeństwa i pierwszej żonie Pana Kima. Ewidentnie nie tolerowała młodego pomiotu konkubiny.
Jako najważniejsza kobieta w domu (przy okazji nieziemsko zazdrosna o urodę konkurentki) bardzo często poniżała i ośmieszała młodszą mieszkankę oraz jej syna - w jej ślad podobnie czyniła dwójka starszego rodzeństwa. Okrutni bracia również wytykali, śmiali się i dokuczali niechcianemu dziecku, by z czasem posunąć się do gorszych metod.

,,Charaktery z natury złe nie zmieniają się.''
Menander


Przełom
Była wtedy noc, padał deszcz, a w domu rodziny Kim panowała cisza. Puste ściany odbijały głuche echo świszczącego powietrza. Zaczęło się bardzo niewinnie, dwaj starsi o 4 i 3 lata bracia zaprosili swojego młodszego, wówczas sześcioletniego kmiota na wycieczkę. Nieświadomy okrutnego planu, Ji Yeong ruszył za nimi i udał się we wskazane miejsce, nad niewielki strumyk znajdujący się kilkanaście minut drogi od domu.
Otoczenie spowijał las - szum wody wraz z tańcem liści, stanowiły jedyne źródło dźwięków wśród panującej ciszy. Wtedy po raz pierwszy, dziecko Marbasa nieświadomie odebrało komuś życie - sprytnie zastawiona zasadzka, przybycie, przepychanki, bójka, łzy spływające po napuchniętych polikach ofiary, a w końcu złość, panika, obrona, pchnięcie i upadek na ziemię większego napastnika, a wraz z nim uderzenie w wystający kamień. Szkarłatna krew zbrukała ręce bękarta z nieprawego łoża i zmusiła do zamknięcia młodocianego mordercę.

,,Kto jest bierny wobec zła, ten jest jego współuczestnikiem.''
Zofia Kossak-Szczucka


Przebudzenie
Minęły 2 lata od tragicznej śmierci najstarszego syna i spadkobiercy rodziny Kim. Czas żałoby przeminął, jednakże czas nienawiści dopiero się rozpoczął. Ojciec już nie spoglądał na najmłodszego potomka z dotychczasową wyrozumiałością - prócz natłoku pracy, by zapewnić utrzymać mocną pozycję, zaczęły go trapić poważne wątpliwości i zaduma wobec słów konkubiny. Okłamała go i wydała na świat potwora, który sprowadził na ich rodzinę serię nieszczęść - najpierw zabrał dziedzica, a rok później swoją matkę.
W końcu zmarła kochanka, a zarazem rodzicielka Ji Yeonga. Podobno zabiła ją zaraza - podobno. Nikt w to jednak nie uwierzył, tym bardziej zrospaczony syn. Prawda była inna - osamotniona, zaniedbana i zazdrosna żona otruła młodszą i piękniejszą konkurentkę w obawie przed utratą uznania w oczach męża.
Mijały kolejne miesiące, a potem lata - chłopaka wypuszczono i ponownie wpuszczono do rodziny - wówczas rozpoczął się prawdziwy koszmar. Wiecznie zajęty ojciec zdał się na działania swojej żony, ta zaś znęcała się psychicznie i fizycznie nad nową zabawką - kary cielesne były codziennością, podobnie jak płacz i rozpaczliwe prośby o skrócenie męki. Na nieszczęście torturowanego, te trwały do roku 1362.

,,Nie zawsze nieznajomość zła jest złem.''
Aureliusz Augustyn z Hippony


Zemsta
Mówią, że moce magiczne i fizyczne demonicznego pochodzenia, objawiają się dopiero po wejściu w okres dojrzewania. Śmiem w to wątpić. Dotychczas ukryte znamiona, zaczęły się w końcu pojawiać. Blade znamię na plecach błysnęło soczystą czerwienią, a oczy z czarnych ustąpiły miejsca zdradzieckiemu błękitowi.
Macocha po raz kolejny weszła do pokoju piekielnego ogara. Gdy otworzyła drzwi, jej oczom ukazał się prawdziwy potwór. Kobieta od początku wiedziała, że coś z tym chłopakiem jest nie tak, a teraz miała tego niepoważany dowód. Chciała ukatrupić demoniczne bydle - sięgnęła więc po wiszący na ścianie, drewniany kij, uniosła i uderzyła chłopca, gdy nagle...
Los sadystycznej kurwy został przesądzony - rozwścieczony chwycił drewniany "badyl" i zaciskając nań swoje posiniaczone palce, wyrwał. To co się działo dalej nie było świadomym ani tym bardziej planowanym działaniem. Odpowiedź na pytanie "dlaczego" znajdowała się wewnątrz chłopaka i metalowego garnca jestestwa, z którego zaczął się wylewać gorejący gniew. Za jego sprawą została podjęta decyzja - złość nakazała mu wstać, wysyczeć kilka demonicznych słów i pchnąć, a potem uderzyć kilkukrotnie zwyrodniałą sukę, aż ta nie padła nieprzytomna na ziemię.
Tamtej nocy Ji Yeong prawie zabił swoją macochę - prawie. Uciekł w panice przed gniewem ojca i syna udręczonej. Uciekł tak daleko, że słuch po nim zaginął...

,,Zło zależy od punktu widzenia.''
Anne Rice, Wywiad z wampirem

~***~


Pierwsze kroki na drodze czarownika
Początki nigdy nie są łatwe, te po zamordowaniu kogoś bliskiego tym bardziej. Samotny chłopak gadający z demonami - nie da się ukryć, że to właśnie one stanowiły większy procent towarzystwa. Od nich się uczył, dzięki nim poznawał sztukę magii, a w końcu to jeden z nich, ten najbliższy i przywołany zupełnie przypadkiem, w chwili największego zwątpienia, ot pomniejszy pomiot, pomógł mu opuścić granicę Korei, gdy zaczęło się robić w niej nieciekawie. Porzuciwszy swoje imię i nazwisko, czarnowłosy piętnastolatek przyjął miano Shizhi, co w chińskim oznaczało lwa, bo to właśnie tam w Chinach spędził kilka najbliższych lat. Tam też dorastał, uczył się i kontynuował owocną znajomość ze swoim niezbyt dobrym przyjacielem. Fakt, że go w końcu zabrakło, był bardzo bolesny i doprowadził do poznania pierwszych łowców. Początek tej znajomości nie był zbyt kolorowy. A potem?
Powiem tylko tyle: kolejna ucieczka, ukrywanie się, wkupienie w łaski możnych - nie da się ukryć, że pierwsze swoje stulecie, Shizhi spędził na aktywnym działaniu - szkoleniu się w oparciu o dotychczas przekazaną wiedzę, a także na działaniach politycznych. Nabyte umiejętności perswazji oraz czujna obserwacja, poniekąd pomogły Koreańczykowi kontynuować rodzinną tradycję, choć w niekoniecznie dobrym wydaniu. Jego rady nie zawsze były dobre i słuszne, za to bardzo często prowadziły do tragedii. Czemu więc to robił? Bo jak śmiał twierdzić - upadek czegoś jest początkiem czegoś nowego. Nie bał się przebierać w środkach, wszak zawsze chodziło o jedno i to samo - rezultat. I faktycznie miał rację. Po tragedii przychodziły złote czasy.
No, a co z tym demonem? Był to prawdopodobnie jeden z wysłanników tatusia, musiał być. W innym wypadku jak wyjaśnić jego przychylność wobec młodego czarownika?
Sam nie wiem, ale to nic. Pal licho motywy rogacza. Z rozkazu ojca czy bez, przeklęte dziecię z każdym dniem rosło w siłę i siłą też sięgało po sukces.

,,Musisz popełnić zło, aby umieć czynić dobro.''
Nikołaj Gogol


Drugie kroki na drodze czarownika
Pierwsze sto lat – trudne początki, poznanie, nauka i zabawy polityczne. Drugie sto lat – rozkwit mocy, znajomość siebie, dalsze politykowanie, a przy tym zwrócenie uwagi jednego z demonów. Czyżby stary przyjaciel sprzed lat? Nie, ten rogacz był inny niż wszystkie. Przy spotkaniu nie podali sobie dłoni, nie ukłonili się, nawet nie skosztowali dobrej herbaty. Rok 1552 przyniósł wiele zmian w życiu Koreańczyka. Po 200 latach życia spotkał demonicznego sługę, który na rozkaz Pana, wręczył mu zaproszenie do Spiralnego Labiryntu. Ujrzawszy niebywałą okazję na zdobycie wiedzy na temat Świata Cieni oraz demonów, czarnowłosy przyjął ów ofertę i przekroczył granicę innego wymiaru, by zaraz na wejściu spotkać czarownika. Zwali go Sammuelem, lecz on wiedział, że prawdziwe imię pochodziło od Sammaela. To właśnie wtedy, Shizhi po raz pierwszy spotkał swojego nauczyciela, towarzysza i przyjaciela.
Czas spędzony w labiryncie nie poszedł na marne. Czarownik dzień i noc szkolił się i szlifował pod surowym okiem nauczyciela. Nie było łatwo – Koreańczykowi wielokrotnie przyszło oberwać po głowie, otrzymać naganę czy być poniżonym przegranym po pojedynku z mistrzem. Wówczas budziły się do życia przeklęte ślepia oraz znamię na plecach – kierowany pierwotnym instynktem mordercy, czarnowłosy pragnął na początku rzucić się i zabić kata, lecz na chwilę przed wystrzałem ciała w przód, do głosu dochodził umysł, mówiąc „NIE”.
Z roku na rok, a potem ze stu na sto pięćdziesiąt – Shizhi stał się czeladnikiem, a może nawet początkującym mistrzem w swoim fachu. Nadgorliwa nauka się opłaciła. Pomimo młodego wieku, bo zaledwie 350 lat, Azjata wiedział na temat demonów więcej niżeli niejeden czarownik. Wszystko zawdzięczał mistrzowi, który paradoksalnie stał się jego towarzyszem długich podróży po dziwnym wymiarze i wiernym przyjacielem rozmów. Bajka zdawała się ciągnąć w nieskończoność, lecz wszyscy wiemy, że to nie prawda. W końcu przyszło im stanąć na dwojakim rozdrożu i powiedzieć sobie: już czas.
1702 rok to czas upadku Inkwizycji, a także moment rozstania się ucznia i nauczyciela – Shizhi powrócił do świata Przyziemnych, by ponownie zacząć ingerować w jego dalsze losy. Status podróżnika i tzw. mąciwody trwał grubo setki lat, przy czym jedno pozostało niezmienne. Z początku spotkania pomiędzy dwójką czarowników były bardzo nieregularne, potem stały się cykliczne i bardziej zorganizowane. Ich cel? Wymiana informacji: nowinek, wieści i plotek ze świata zewnętrznego.

,,Człowiek nie jest ani dobry, ani zły.''
Honore de Balzac


Trzecie, czwarte... 2007 rok, Mroczna Wojna
Zimna Wojna – że co to takiego? Ah tak. To ten czas jebutnej kłótni pomiędzy Sebkiem a resztą świata. Stary, dobry koleszka Sebastian – niewybaczalnym grzechem byłoby nie wspomnieć, że typek kilkukrotnie zamówił sobie usługi u uroczego lwiątka. Mówiąc wprost: porwania, zniewolenia, wezwanie anioła Razjela, potyczki, ataki na Instytuty, rzezie, znów ataki i bitwy oraz śmierć niejakiego Jonathana Morgensterna – to wszystko stanowiło idealny materiał do wszczęcia kilku interesujących badań na temat nadnaturalnych, w tym Aniołów oraz Nefilim, a także wampirów oraz wilkołaków. Oczywiście kto się nimi zajmował? Shizhi! Stary pryk, co to wyglądał na nie więcej niż 20 lat, sprzedał swoje usługi niegrzecznemu łowcy i zamknął się w jednej z komnat, do której nie miał wstępu nikt, prócz czarownika i przełożonego. I nie mówcie, że to tchórzostwo – ktoś taki jak on nie raczył brudzić rączek krwią, a przynajmniej nie w bezpośredniej walce. To, co robił z potencjalnymi ciałami zmarłych to już inna sprawa, ale hej! To nic osobistego, zwykły biznes i pogoń za wiedzą. A potem wszystko szlag trafił, bo Nefilim jak zwykle musieli wbić na polaczka z laczkami Kubota.
Panowie! – Rzekł zawadiacko… Daliście się nabrać. W rzeczywistości czarnowłosy nic takiego nie powiedział. W zamian za to stwierdził oczywistą oczywistość – łowcy nie mieli go jak zabić – po pierwsze, dysponował tak dużą wiedzą na temat demonów i innych smaczków, że każdy „triumfator” mógłby co najwyżej narobić w pampersa, po drugie, zabijanie chodzącego wyjcia gugla mijało się z celem, ponadto podchodziło pod kretynizm. Czarownik wytknął im kilka pomniejszych błędów, za co o dziwo nie stracił ozora, a wręcz przeciwnie. Został zabrany w roli więźnia, który paradoksalnie stał się potem naczelnym guglem Instytutu. I kto tutaj komu dorobił rogi?

,,Dobrzy ludzie śpią lepiej niż źli, ale złym lepiej się wstaje.''
Woody Allen


Pokój, pokoje... Jeden czort
Zimny Pokój, no faktycznie był cholernie zimny, ale to z winy otwartych okien i pewnych czarowników w Instytucie. A tak na poważnie… Shizhi nigdy nie popierał i nie będzie popierać traktatu spisanego pomiędzy Clave oraz faerie z Jasnego Dworu. Swoim okiem ocenił to jako brak rozumu ze strony pertraktujących, a przede wszystkim ujmę wobec możliwości magii. W jego mniemaniu narzędzia nie powinny być ograniczane, lecz rozwijane, ale przecież tamci wiedzieli lepiej. Ostatecznie więc czarownik się zamknął, a że przy okazji doszło do ponownego spotkania pomiędzy nim, a Sammuelem… Litania przekleństw wobec podjętej decyzji ciągnęła się z York, aż do Uralu. Shizhi oznajmił mentorowi, iż nie będzie więcej udzielał się w tej kwestii – swoją decyzję podjął po ocenie faktów i widocznego braku piątej klepki u Clave. Skutek? Czarownik zamknął się w swojej komnacie, by w całości móc oddać się dalszym badaniom na temat demonów, wróżek, wilkołaków, w zasadzie na temat całego nadnaturalnego tałatajstwa - chciał wiedzieć, a przy tym odpowiedzieć na wiele pytań zaczynających się od słowa "Dlaczego?". I tak, przywoływał demony, aczkolwiek pod czujnym okiem Nefilim, dla których przyszło mu pracować. To trochę ironiczne nieprawdaż?
Status quo trwał, aż do roku 2017. Dojście do uszu kilku plotek na temat tajemniczych zniknięć nadnaturalnych było na tyle silne, aby wygonić aroganckiego czarownika z mysiej nory. Przy okazji doszły do niego słuchy o powrocie grupy łowców z polowania na demona…

,,Kiedy jesteś zły - policz do dziesięciu...''
Mark Twain


CIEKAWOSTKI

✝ Shi znaczy śmierć, Zhi, syn - ich połączenie można przetłumaczyć jako Syn Śmierci. Paradoksalnie to samo słowo wypowiedziane na innym tonie w chińskim oznacza lwa, którym obecnie czarownik się tytułuje.

✝ Naprawdę nazywa się Kim Ji-Yeong, co można przetłumaczyć jako Złoty Kwiat Mądrości. Shizhi nie posługuje się swoim nazwiskiem i imieniem - przekreślił je w momencie upozorowanej śmierci.

✝ Jego ojcem jest Marbas, jeden z demonicznych przywódców piekła. Jeśli wierzyć legendom, przeklęty papcio jest opiekunem zakazanej wiedzy, a także tym potrafiącym leczyć i sprowadzać choroby na ludzkość. Często przybiera postać lwa, co z kolei tłumaczy przydomek czarownika oraz jego znamię na plecach.

✝ To, że przyzywa demony wiedzą wszyscy, Nefilim także. Czemu nie urwali mu łba? Bo jak raczy powtarzać - wiedza kluczem do sukcesu, a skoro już musi się bawić, to robi to pod czujnym okiem łowców. Inną zakazaną magią się nie bawi, choć na pewno ją zna.

✝ Zwierzęcy patron: tygrys spod znaku wody.

✝ Stare łaszki i te w nowocześniejszym wydaniu nie są mu obce - Tygrys ceni sobie dobry styl, ten tradycyjny także. W domowym zaciszu paraduje w czarnych szatach.

✝ Rest in pepe - pedant.

✝ Potrafi walczyć przy użyciu broni białej, palnej nie tyka - I used to be an adventurer like you then took an arrow in the knee...

✝ Znajomość języków wygląda następująco: koreański, chiński, japoński, angielski i łacina na poziomie uber master. Do tego szczypta pro rosyjskiego - cyka blyat.

✝ Jest właścicielem średniej wielkości rezydencji poza granicami York. Z zewnątrz domostwo przypomina normalny budynek, wnętrze zostało urządzone w charakterystycznym, koreańskim stylu.

✝ Lubi zwierzęta.
_________________

Udało mu się porzucić negatywne nastawienie i zacząć zdobywać świat uśmiechem. Zostawił przeszłość za sobą i stworzył samego siebie na nowo, takiego, jakim chciał być.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Shadowhunter
Administrator


Shadowhunter

666 lat

Czarownik

Śmierć

Adminowanie


All paths lead to death.

Wysłany: 2018-01-12, 23:26   

Accepted
Drogi Użytkowniku!
Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!
Życzymy Ci miłej zabawy!

Margaret
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9